— Przez dwanaście lat budowałem linie, którymi prąd docierał do miejsc, gdzie wcześniej nigdy go nie było. A nigdy nie przypuszczałem, że pewna kobieta pokaże mi drogę powrotną do domu.

Oparłam głowę na jego ramieniu.

Przez siedem lat wierzyłam, że skoro ktoś mnie porzucił, oznacza to, że nie byłam wystarczająco dobra.

Dopiero później zrozumiałam, że miłość drugiego człowieka nie określa naszej wartości.

Tak samo jak troska rodziny czy całej społeczności nie daje nikomu prawa do decydowania o naszym losie.

Czasami, żeby odnaleźć szczęście, najpierw musimy nauczyć się mówić o tym, czego naprawdę pragniemy — nawet jeśli głos nam drży.

Przez trzydzieści dni przesuwałam ciężką balię tylko dlatego, że brakowało mi odwagi, by wypowiedzieć kilka prostych słów.

Ale ten wysiłek nauczył mnie czegoś, czego nigdy nie zapomniałam.

Miłość może zacząć się od jednego spojrzenia, piosenki albo drobnego gestu.

Jednak rozkwitnąć może tylko wtedy, gdy dwoje ludzi ma wolność, by wybrać siebie nawzajem.

A za każdym razem, gdy Santiago spoglądał na naszą starą balię pełną kwiatów, uśmiechał się i powtarzał:

— Mężczyzna, który cię poślubi, będzie największym szczęściarzem na świecie.

Wtedy ściskałam jego dłoń i odpowiadałam:

— A ja zawsze miałam nadzieję, że to właśnie ty nim będziesz.