Gael uniósł broń nieco wyżej.
— Gael — powiedziałam cicho.
Nie spojrzał na mnie.
— Zabił twojego brata — dodałam. — Ale jeśli teraz pociągniesz za spust, pozwolisz mu odebrać ci jeszcze jedną rzecz.
Jego palce zacisnęły się na rękojeści.
— Nie zasługuje na proces — wyszeptał.
— To nie on będzie decydował, kim się staniesz.
Przez kilka długich sekund nikt się nie poruszył.
W końcu Gael opuścił broń i oddał ją jednemu z funkcjonariuszy.
— Zabierzcie go — powiedział.
Baltasar przestał się uśmiechać.
Gdy agenci wyprowadzili go z gabinetu, prokurator poleciła otworzyć sejf. W środku znajdowały się fałszywe umowy, fotografie, dokumenty przewozowe, pliki gotówki oraz zielona księga, o której mówiła Paloma.
Octavio, który przyjechał na miejsce z zespołem prawnym, szybko potwierdził, że zapisano w niej nazwiska pośredników, klientów i urzędników przyjmujących łapówki. Były tam także adresy magazynów oraz informacje o kobietach przewożonych przez port w Manzanillo.
— To wystarczy, żeby rozpocząć kolejne zatrzymania — powiedziała prokurator Valdés. — Ale nie możemy jeszcze mówić o końcu sprawy. Będziemy potrzebować świadków i dalszych dowodów.
— Zrobimy, co trzeba — odpowiedziałam.
Kiedy wychodziliśmy z budynku, niebo nad Guadalajarą zaczynało jaśnieć. Paloma siedziała już w ambulansie, a Itzel trzymała Marisol za rękę. Wszystkie trzy były bezpieczne, choć żadna z nich nie wiedziała jeszcze, jak będzie wyglądało życie po tym, co przeżyły.
Gael szedł obok mnie, milczący i blady. Dopiero przy samochodzie zauważyłam krew na jego rękawie.
— Jesteś ranny!
— To tylko zadrapanie.
— Nie obchodzi mnie, jak to nazwiesz. Masz iść do ratownika.
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a potem po raz pierwszy tej nocy się uśmiechnął.
— Tak jest, pani Álvarez.
Ratownik oczyścił ranę na jego przedramieniu i założył opatrunek. Nie była głęboka, ale gdy zobaczyłam krew, poczułam, jak wracają do mnie obrazy sprzed kilku godzin. Gael zauważył moją reakcję i nie próbował mnie dotykać. Po prostu usiadł obok, zostawiając między nami tyle miejsca, ile potrzebowałam.
Następne tygodnie nie przypominały szczęśliwego zakończenia z filmu.
Były przesłuchania, zeznania, badania lekarskie i spotkania z psychologami. Moja matka otrzymała pomoc medyczną, ponieważ stres i nieustanny lęk poważnie osłabiły jej zdrowie. Nayeli zamieszkała ze mną na jakiś czas, gotując zbyt dużo jedzenia i opowiadając mi plotki z pracy, jakby chciała przypomnieć, że świat wciąż składa się także ze zwyczajnych spraw.
Iván rozpoczął terapię. Nie wybaczyłam mu od razu. Czasami nie odbierałam jego telefonów, a czasami słuchałam go przez godzinę, nie mówiąc ani słowa. Musiał zrozumieć, że skrucha nie usuwa konsekwencji, a miłość nie oznacza obowiązku nieustannego ratowania drugiego człowieka.
Gael również się zmienił. Nigdy nie prosił mnie, żebym zrezygnowała z zeznań. Nie próbował wpływać na moje decyzje ani zasłaniać się swoimi pieniędzmi. Kiedy prokuratura chciała przesłuchać mnie ponownie, sam zaproponował, że zawiezie mnie na miejsce, a potem poczeka na zewnątrz.
Pewnego popołudnia przyszedł do mnie z kopertą.
— Znalazłem to w dokumentach twojego ojca — powiedział. — Było ukryte między notatkami, których wcześniej nie udało nam się rozszyfrować.
W środku znajdował się list.
Poznałam charakter pisma od razu. Przesunęłam palcami po kartce, jakbym mogła w ten sposób dotknąć dłoni ojca.
„Ximeno, córeczko. Jeśli kiedyś przeczytasz ten list, być może nie będę już obok ciebie. Nie chcę, żebyś zapamiętała mnie jako człowieka, który się nie bał. Bałem się często. Odwagi nie mierzy się brakiem strachu, lecz decyzją, by mimo strachu zrobić to, co słuszne. Jeśli przyjdzie dzień, w którym poczujesz się bezradna, pamiętaj, że twoja wartość nie zależy od tego, co mówią o tobie inni. Nikt nie może odebrać ci prawa do bycia sobą”.
Nie byłam w stanie czytać dalej. Łzy spadały na papier, rozmazując atrament.
Gael usiadł obok mnie. Nie próbował wycierać mi twarzy ani mówić, że wszystko będzie dobrze. Pozwolił mi płakać tak długo, jak potrzebowałam.
— Jest jeszcze jedna rzecz — powiedział dopiero po chwili. — Pieniądze z aukcji zostaną zabezpieczone w ramach postępowania. Złożyłem dokumenty, żeby nie było żadnego roszczenia wobec ciebie. Nie chcę, żeby w jakichkolwiek aktach twoje nazwisko było powiązane z ceną, jaką za ciebie zapłaciłem.
Spojrzałam na niego.
— Moja wolność nigdy nie była na sprzedaż.
— Wiem.
— I teraz sama zdecyduję, co z nią zrobię.
Gael skinął głową.
— Na to właśnie czekałem.
Sześć tygodni później wynajęłam niewielkie mieszkanie w Guadalajarze. Nie było tak luksusowe jak dom nad jeziorem, ale miało balkon, małą kuchnię i drzwi, które zamykałam na własny klucz. Stopniowo wracałam do pracy w sklepie. Na początku nie potrafiłam znieść głośnych męskich głosów, a dźwięk gwałtownie zamykanych drzwi sprawiał, że serce podchodziło mi do gardła. Z czasem nauczyłam się rozpoznawać chwile, w których wspomnienie nie było teraźniejszością.
Gael nie próbował przyspieszać tego procesu.
Wysyłał mi krótkie wiadomości. Pytał, jak czuje się moja matka. Czasami przynosił kawę i słodkie bułeczki, a potem siedział ze mną na balkonie, rozmawiając o pogodzie, filmach i wszystkim, co nie miało związku z Treviñem.
Pewnego dnia zapytałam go, dlaczego nigdy nie opowiada o swoim życiu poza śledztwem.