— To nie pan decyduje o moim życiu!
Słowa wyrwały mi się szybciej, niż zdążyłam je przemyśleć. Zapadła cisza. Damián odwrócił wzrok, a Octavio udawał, że szuka czegoś w dokumentach.
Gael spojrzał na mnie długo. Potem powoli usiadł.
— Masz rację — powiedział. — Ale jeśli pojedziesz, zrobimy to zgodnie z planem prokuratury. Założysz kamizelkę kuloodporną, Damián nie odstąpi cię na krok, a jeśli padnie rozkaz odwrotu, wykonasz go bez dyskusji.
— Zgoda.
Kiedy wychodziłam z gabinetu, zauważyłam małą paczkę pod drzwiami mojego pokoju. W środku znajdowała się niebieska księga mojego ojca, uratowana z naszego domu, oraz krótka wiadomość napisana ręką Gaela:
„Nie musisz być odważna przez cały czas”.
Przesunęłam palcami po wytartej okładce. Ojciec zawsze mówił, że prawda jest jak światło: nawet jeśli ktoś zamknie ją w ciemnym pomieszczeniu, prędzej czy później znajdzie szczelinę, przez którą się wydostanie.
Po raz pierwszy od porwania pomyślałam, że nie muszę zamieniać się w kamień, aby przetrwać. Mogłam się bać. Mogłam płakać. Mogłam tęsknić za matką i nadal walczyć.
Następnej nocy wróciliśmy do Terciopelo Negro.
Miałam na sobie ciemny płaszcz Gaela, a pod nim kamizelkę kuloodporną. Damián szedł obok mnie, pozostali ludzie ochrony zabezpieczali wejścia, a w pobliżu budynku czekali agenci federalni. Prokurator Sofía Valdés prowadziła operację i jasno zaznaczyła, że nie wolno nam podejmować samodzielnych działań.
Mimo to, gdy przekroczyłam próg, poczułam, jak całe moje ciało sztywnieje.
Ten sam zapach perfum. Te same ciężkie zasłony. Ten sam korytarz, w którym Paloma ściskała moją dłoń.
— Oddychaj powoli — powiedział Damián. — Jesteś tutaj z własnej woli. Tym razem to ty wychodzisz, kiedy zechcesz.
Kiwnęłam głową.
Zza trzecich drzwi dobiegł nas cichy szloch.
— Itzel — wyszeptałam.
Gael dał znak ochroniarzom. Drzwi otwarto, a w środku zobaczyliśmy dziewczynę skuloną przy rozbitym toaletkowym lustrze. Miała potargane włosy i twarz mokrą od łez. Kiedy mnie rozpoznała, przez chwilę nie ruszyła się z miejsca, jakby bała się, że jestem tylko wytworem jej wyobraźni.
— Ximena?
— Jestem tutaj.
Wyciągnęła do mnie ręce. Uklękłam obok niej i objęłam ją ostrożnie, dając jej czas, by sama zdecydowała, czy chce się zbliżyć.
— Myślałam, że już nigdy stąd nie wyjdę — wyszeptała.
— Wyjdziesz. Obiecuję, że zrobimy wszystko, żebyś była bezpieczna.
Marisol pojawiła się zza zasłony i wskazała fragment ściany, który wyglądał inaczej niż pozostałe. Za ukrytym przejściem znaleźliśmy Palomę oraz dwie młode kobiety. Paloma miała rozciętą brew, a na jej ramieniu widniał ciemny siniak. Kiedy mnie zobaczyła, cofnęła się o krok.
— Wróciłaś.
— Obiecałam.
Paloma przycisnęła dłonie do ust. Przez chwilę wyglądała, jakby chciała powiedzieć coś ważnego, ale zamiast słów pojawiły się łzy.
— Myślałam, że nie zdążysz.
— Ja też się tego bałam.
Damián i jego ludzie wyprowadzili kobiety do czekających ambulansów. Agenci sprawdzali kolejne pomieszczenia, a przez krótkofalówki płynęły meldunki o zabezpieczonych wyjściach i zatrzymanych strażnikach.
Wtedy na końcu korytarza rozległ się strzał.
Itzel krzyknęła. Gael natychmiast stanął przede mną, a Damián kazał nam przykucnąć za kamienną kolumną. Po chwili usłyszeliśmy kolejne kroki.
— Gabinet Treviña — powiedział Gael.
— Nie idź tam sam — ostrzegłam go.
Spojrzał na mnie krótko.
— Nie zamierzam.
Ruszyliśmy w stronę gabinetu, trzymając się za oddziałem funkcjonariuszy. Drzwi były uchylone. W środku Baltasar stał przy ogromnym lustrze, próbując otworzyć sejf. W jednej ręce trzymał pistolet, w drugiej metalowy klucz.
Kiedy nas zobaczył, wyprostował się i uśmiechnął.
— Wiedziałem, że Montemayor nie potrafi trzymać się z dala od przeszłości.
Jego wzrok przesunął się na mnie.
— A ty jesteś córką Rafaela. Powinnaś była nauczyć się od ojca, że nie warto wtykać nosa w cudze interesy.
Przeszły mnie dreszcze, ale nie spuściłam wzroku.
— Mój ojciec próbował ratować ludzi.
— Twój ojciec był głupcem. Mógł żyć spokojnie, ale postanowił zostać bohaterem.
— Nie — odpowiedziałam. — Po prostu nie był takim człowiekiem jak ty.
Twarz Baltasara stężała. Uniósł broń.
Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Gael pchnął mnie za kolumnę, Damián ruszył z drugiej strony, a funkcjonariusze wydali rozkaz, by Treviño odrzucił pistolet. Padł kolejny strzał. Pocisk uderzył w ścianę, rozsypując odłamki tynku.
Baltasar próbował uciec przez boczne drzwi, ale Damián dopadł go, wytrącając mu broń z ręki. Po krótkiej szarpaninie przestępca został powalony na podłogę.
Do gabinetu weszła prokurator Sofía Valdés z grupą uzbrojonych agentów.
— Baltasar Treviño, jest pan zatrzymany. Ma pan prawo zachować milczenie…
Mężczyzna zaczął krzyczeć, grożąc, że wszyscy obecni pożałują tej nocy. Funkcjonariusze założyli mu kajdanki.
Wtedy zauważyłam, że Gael stoi kilka kroków dalej, z pistoletem w dłoni. Patrzył na Baltasara z taką furią, jakiej nigdy wcześniej u niego nie widziałam. Przez chwilę nie widziałam już wpływowego biznesmena ani człowieka, który zapłacił za moje uwolnienie. Widziałam brata, który stracił Estebana, i mężczyznę, który przez lata żył z pragnieniem zemsty.
Gael zrobił krok naprzód.
Baltasar uśmiechnął się pogardliwie.
— No dalej, Montemayor. Przecież właśnie po to tu przyszedłeś. Chcesz zobaczyć mnie martwego? Zrób to. Wtedy będziesz taki sam jak ja.