Eleanor zacisnęła usta.
— Nie możemy pozwolić, żeby dalej działał.
Poprosiłam wzrokiem o komputer.
Wystukałam powoli:
„Zbierzcie wszystkie dokumenty. Nie konfrontujcie go z nimi. Jeszcze nie”.
Eleanor przeczytała wiadomość i skinęła głową.
— Rozumiem.
Kiedy wyszła, Marta poprawiła mi poduszkę.
— Mogę zadać pani pytanie?
Spojrzałam na nią.
— Dlaczego pani mu na to pozwalała? Dlaczego nie zgłosiła pani wcześniej, że panią zdradza i tak panią traktuje?
Nie odpowiedziałam od razu.
W końcu wybrałam kilka liter.
„Bo chciałam mieć pewność, że kiedy nadejdzie odpowiedni moment, nie będzie już mógł niczego odwrócić”.
Marta przeczytała zdanie i przez chwilę milczała.
— Jest pani znacznie silniejsza, niż on przypuszcza.
Nie byłam pewna, czy to prawda. Wiedziałam tylko, że strach potrafi być potężniejszy niż ból, a zdrada czasami daje człowiekowi siłę, której wcześniej nawet w sobie nie dostrzegał.
Julian wrócił następnego dnia.
Tym razem nie przyszedł z Sereną. Miał na sobie elegancki garnitur, a w ręku trzymał bukiet białych róż.
— Kochanie — powiedział miękko, siadając przy łóżku. — Martwiłem się o ciebie.
Patrzyłam na niego bez ruchu.
— Wczoraj wszyscy bardzo się przestraszyliśmy. Nie powinienem był tak reagować. Byłem zmęczony.
Położył kwiaty na stoliku.
— Rozmawiałem z lekarzem. Mówi, że twój stan jest poważny, ale musimy myśleć pozytywnie.
Jego głos był pełen troski. Znałam tę sztuczną melodię tak dobrze, że niemal potrafiłam przewidzieć każde kolejne słowo.
— Chciałbym też porozmawiać o kilku formalnościach — dodał. — Wiesz, firma przechodzi trudny okres. Muszę mieć możliwość podejmowania decyzji w twoim imieniu.
Na ekranie pojawiła się wiadomość, którą przygotowałam wcześniej:
„Jakich decyzji?”
Julian spojrzał na monitor.
— Och, nic wielkiego. Zwykłe sprawy administracyjne. Potrzebuję tylko twojej zgody na kilka dokumentów.
Wyjął z teczki plik kartek.
Wtedy po raz pierwszy od dawna poczułam prawdziwą wściekłość.
Przyszedł do mnie z dokumentami, które miały umożliwić mu dokończenie kradzieży.
Nie zapytał nawet, jak się czuję.
Nie zapytał, czy boli mnie każdy oddech.
Nie zapytał, czy się boję.
Chciał tylko mojego podpisu.
Wybrałam na ekranie jedno zdanie:
„Przeczytam je później”.
Julian uśmiechnął się nerwowo.
— Oczywiście. Nie ma pośpiechu.
Kiedy schował dokumenty, zauważyłam jednak, że jego wzrok na moment zatrzymał się na ekranie komunikatora.
— Co to za program? — zapytał.
Marta, stojąca przy drzwiach, natychmiast odpowiedziała:
— System komunikacji medycznej. Pomaga pacjentce odpowiadać na pytania.
— Czy można się przez niego kontaktować z kimś z zewnątrz?
— To urządzenie jest częścią wyposażenia medycznego.
Julian zmrużył oczy.
— Rozumiem.
Wstał, pocałował mnie w czoło i wyszedł.
Gdy drzwi się zamknęły, Marta podeszła do łóżka.
— On coś podejrzewa.
Wiedziałam, że ma rację.
Wiedziałam też, że Julian nie jest człowiekiem, który łatwo rezygnuje z pieniędzy.
Wieczorem zadzwonił pan Vance.
— Mam dla pani dwie wiadomości — oznajmił. — Jedną dobrą, drugą złą.
Spojrzałam na ekran.
— Dobra jest taka, że zabezpieczenie zostało prawidłowo aktywowane. Dokumenty są zarejestrowane, a majątek objęto ochroną powierniczą. Żadna próba samodzielnej sprzedaży nieruchomości przez Juliana nie będzie skuteczna.
Zrobił krótką pauzę.
— Zła wiadomość jest taka, że Julian złożył wniosek o uznanie pani za osobę niezdolną do podejmowania decyzji i ustanowienie go pani opiekunem prawnym.
Przez chwilę nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
— Chce podważyć pani zdolność do świadomego podejmowania decyzji — wyjaśnił prawnik. — Twierdzi, że pani stan neurologiczny uniemożliwia zrozumienie dokumentów. Nie wie jednak, że mamy nagrania z komunikatora, historię wyborów dokonywanych na ekranie oraz opinie dwóch niezależnych lekarzy potwierdzające, że zachowała pani pełną świadomość.
Wystukałam:
„Niech składa, co chce”.
— Audrey, to może być długa sprawa.
„W takim razie niech będzie długa”.
Vance uśmiechnął się po raz pierwszy tego wieczoru.
— Jest jeszcze coś. Zabezpieczyliśmy kopie dokumentów, które Eleanor znalazła w firmie. Złożyliśmy zawiadomienie w związku z podejrzeniem fałszowania podpisów i przywłaszczenia środków. Prokuratura rozpoczęła wstępne czynności.
Zamknęłam oczy.
Wreszcie ktoś zaczął zadawać pytania.
CZĘŚĆ 2
Tymczasem Julian i Serena świętowali.
Nie wiedzieli jeszcze o blokadzie majątku. Nie mieli pojęcia, że ich plany właśnie legły w gruzach. Serena była przekonana, że wystarczy kilka tygodni, by została panią rezydencji.
W piątkowy wieczór urządziła w domu przyjęcie dla swoich znajomych.
— Musimy zacząć od salonu — powiedziała, pokazując zdjęcia na tablecie. — Wszystkie meble są okropne. Nie rozumiem, jak Audrey mogła z nimi żyć.
Julian nalał sobie whisky.
— Zawsze miała dziwny gust.
— A jej obrazy?
— Sprzedamy.
— A biblioteka?
— Możesz urządzić tam garderobę.
Serena roześmiała się i pocałowała go w policzek.
— Uwielbiam, kiedy jesteś taki zdecydowany.
Wtedy zadzwonił jego telefon.
Na ekranie pojawiło się nazwisko Eleanor Price.
Julian odebrał.
— Czego chcesz?
— Musimy porozmawiać o rachunkach firmy.
— Jest piątek wieczorem.
— Bank odrzucił dwa przelewy. Wszystkie większe transakcje zostały wstrzymane.
Julian wyprostował się.
— Co takiego?
— Nie mogę powiedzieć ci więcej przez telefon. Musisz przyjechać do biura.
— Eleanor, posłuchaj mnie uważnie. Nie masz prawa blokować moich decyzji.
— To nie ja je zablokowałam.
Po drugiej stronie zapadła cisza.