— Mój starszy syn znał go lepiej niż ktokolwiek inny.

Zapytała, czy zamierzam porozmawiać z Efraínem.

Odpowiedziałam, że tak, kiedy będę w stanie przedstawić mu swoje warunki bez podnoszenia głosu.

Wtedy w drzwiach pojawiła się Paula.

Trzymała kopertę i poprosiła, żebym zajrzała do środka, zanim wyjdę.

Była tam kopia ogłoszenia, które Efraín wysłał dwóm potencjalnym nabywcom ziemi już następnego dnia po pogrzebie.

Oferował naszą północną działkę i pisał, że wdowa zgodzi się na każdą cenę, ponieważ zamierza porzucić ranczo.

— Znalazłam to na jego komputerze, kiedy poprosił mnie o wydrukowanie kilku dokumentów — wyjaśniła Paula. — Wcześniej o niczym nie wiedziałam. Dopiero wczoraj odkryłam, co zrobił. Chcę, żebyś to miała.

Rozpoznałam zdjęcie naszej działki, zrobione od strony naszej własnej bramy.

W ogłoszeniu widniał numer telefonu Efraína i data wcześniejsza niż sprzedaż paszy.

Zrozumiałam wtedy, że jego plan nie zaczął się od 212 bel.

Próbował najpierw pozbawić mnie paszy, żeby zmusić mnie do pozbycia się ziemi.

Zachowałam kopię ogłoszenia i poprosiłam Paulę, by przesłała mi oryginalny plik, o ile może go legalnie udostępnić.

Dołączyłam go do pokwitowań i udałam się do doradczyni prawnej, żeby przedstawić jej cały przebieg wydarzeń.

Nie zamierzałam wymyślać przestępstw ani samodzielnie skazywać Efraína, ale nie pozwolę mu dalej oferować naszej ziemi na sprzedaż.

Wysłaliśmy mu oficjalne pismo, w którym zażądaliśmy natychmiastowego zaprzestania wszelkich działań podejmowanych bez mojego upoważnienia.

Doradczyni wyjaśniła mi również, że odzyskanie paszy nie oznacza automatycznego zatarcia ewentualnego przestępstwa.

Zachowaliśmy pokwitowania, wiadomości i potwierdzenia zwrotu. Miały stanowić dowody, gdyby Efraín ponownie złamał ustalenia.

Chciałam chronić naszą działkę, a nie udawać, że wszystko da się rozwiązać podczas jednego rodzinnego obiadu.

Daniel przejrzał razem ze mną teczkę i po raz pierwszy nauczył się odróżniać podpisaną umowę od obietnicy, której każdy może się później wyprzeć.

Następnie poprosiłam Efraína o spotkanie w domu Carmen. Chciałam, żeby przy rozmowie była również Paula.

Zgodził się.

Siedział na drewnianym krześle, kiedy weszłam.

Miał taką samą linię szczęki jak Nicolás, choć nigdy nie dostrzegałam w nim tego samego spokoju.

Położyłam na stole pokwitowania dotyczące 212 bel i ogłoszenie o sprzedaży działki.

— Sprzedałeś moją paszę i wystawiłeś na sprzedaż nieruchomość, która do ciebie nie należy — powiedziałam.

— Myślałem, że wyjedziesz i ranczo i tak przepadnie — odpowiedział.

— Naprawdę tak myślałeś, czy po prostu chciałeś, żeby tak się stało?

Spojrzał na fotografię zrobioną od strony naszej bramy.

— Sądziłem, że kiedy zabraknie ci paszy, sprzedasz bydło. Potem zgodzisz się ze mną negocjować w sprawie działki.

— Twój brat pracował przy tych zbiorach, kiedy już umierał.

— Wiem.

— I mimo to to zrobiłeś?

Zaczął pocierać dłonie.

— Miałem do niego żal. Nie mogłem znieść, że był właścicielem czegoś, co, jak uważałem, należało się również mnie. Nie mam odpowiedzi, która mogłaby sprawić, że poczujesz się lepiej.

Carmen stała przy oknie i nie przerywała rozmowy.

Wyjaśniłam Efraínowi, że nie zamierzam zrzec się swoich praw i zachowam wszystkie dowody na wypadek konieczności wszczęcia postępowania.

Podałam mu kopię fragmentu listu Nicolása.

— On wiedział, że żywisz do niego urazę — powiedziałam. — Ale mimo wszystko prosił, żebym dała ci szansę, jeśli zdecydujesz się naprawić wyrządzone szkody.

Efraín czytał, zaciskając usta.

Kiedy skończył, zasłonił twarz dłońmi.

— Mój brat wiedział… — wymamrotał.

— Tak. I nigdy nie uważał, że to ranczo powinno należeć do ciebie.

Przez dłuższą chwilę żadne z nas się nie odzywało.

Potem przedstawiłam mu konkretne warunki.

Miał zwrócić pieniądze otrzymane od wszystkich trzech kupujących, pokryć koszty transportu i na piśmie przyznać, że działał bez mojego upoważnienia.

Musiał również wycofać ogłoszenie i poinformować wszystkich, którzy je otrzymali, że żadna z naszych działek nie jest na sprzedaż.

— Nie jestem w stanie oddać wszystkiego w ciągu jednego tygodnia — powiedział.

— W takim razie ustalisz z doradczynią harmonogram spłat i będziesz go przestrzegał. Jeśli tego nie zrobisz, będę dochodzić swoich praw.

Paula skinęła głową i poprosiła o kopię porozumienia.

Efraín podpisał dokumenty po dokładnym przeczytaniu ich treści.

Nie obiecałam mu przebaczenia.

Powiedziałam tylko, że jeśli chce spróbować odbudować relację z Danielem, może przychodzić w soboty i pomagać przy pracy na ranczu bez wynagrodzenia aż do końca pory suchej.

Ale tylko wtedy, gdy mój syn zgodzi się go widzieć.

— To zależy od Daniela, nie ode mnie — ostrzegłam go.

W następnym tygodniu Efraín przyjechał przed szóstą rano. Miał rękawice i termos.

Mój syn czekał na niego przed zagrodą.

Obserwowałam ich przez okno.

Efraín rozmawiał z Danielem, trzymając czapkę obiema rękami. Nie słyszałam ich słów, ale później syn opowiedział mi, że wujek przyznał się do kłamstwa i go przeprosił.

Daniel odpowiedział, że może pomagać przy bydle, ale na razie nie chce go przytulać.

Pracowali razem, niewiele rozmawiając.

W południe przyniosłam im kanapki z fasolą i zimną wodę.

Efraín wracał w każdą sobotę.

Dostarczał potwierdzenia kolejnych wpłat i odwiedzał kupców, żeby wyjaśnić im, co się wydarzyło.

Salvador wysłuchał jego przeprosin, ale nie odzyskał od razu zaufania.