Víctor z trudem wysiadł z samochodu.

— Niech pan idzie po nią. Ja ich zatrzymam.

Jeden z napastników uniósł broń. Ciszę ulicy rozdarły strzały. Darío schronił się za samochodem i ruszył naprzód, gdy Víctor zmusił napastników do odwrotu.

Drzwi budynku stały otworem.

Darío wbiegł po schodach. Na półpiętrze zobaczył porzuconą torbę Eleny i wyłamany fragment futryny mieszkania.

— Elena!

Z kuchni dobiegł głuchy łomot, a zaraz potem stłumiony krzyk żony.

Nagle wewnątrz kryjówki rozległ się strzał.

Elena przestała krzyczeć.

Część 3

Darío znalazł napastnika pochylonego nad żoną, tuż przy lodówce.

Elena zdążyła rozbić kubek na jego ramieniu, gdy próbował ją udusić. Kula utkwiła w ścianie. Teraz mężczyzna próbował odzyskać broń, podczas gdy ona z ostatnich sił przytrzymywała jego nadgarstek.

Darío strzelił, zanim napastnik zdążył ponownie wycelować.

Mężczyzna upadł. Elena doczołgała się do stołu, oddychając z takim świstem, że Daríowi ścisnęło się serce.

Odłożył broń poza jej zasięgiem i uklęknął obok niej.

— To ja. Już jestem.

Kobieta odruchowo uniosła ręce, by się osłonić. Dopiero po chwili rozpoznała jego twarz.

Darío znieruchomiał.

To zabolało go bardziej niż jakakolwiek kula. Jego własna żona miała teraz powody, by bać się również jego.

— Widziałem nagranie — powiedział. — Wiem już, co zrobił Alberto.

Elena próbowała coś powiedzieć, ale zakrztusiła się kaszlem. Darío wyciągnął rękę, lecz nie dotknął jej, dopóki sama nie ujęła jego dłoni.

— Nie wysilaj się. Lekarz już jedzie.

— Víctor…

— Jest na dole. Żyje.

Elena zamknęła oczy. Łzy spłynęły jej po policzkach aż do brody.

Darío objął ją, gdy zaczęła drżeć.

— Wybacz mi.

Elena lekko odwróciła twarz.

— Najpierw mnie stąd zabierz.

Na zewnątrz pojawili się zaufani ludzie Víctora oraz prywatna karetka. Pozostali napastnicy uciekli. Ochroniarz otrzymał pomoc medyczną, a Elenę przewieziono do szpitala. Była przytomna, ale jej obrażenia wymagały dokładnych badań.

Darío chciał jechać razem z nią. Elena chwyciła go jednak za rękaw.

— Nie jedź ze mną, jeśli zamierzasz powtarzać, że wszystko zrobiłeś dla mojego bezpieczeństwa.

Pokręcił głową.

— To ja naraziłem cię na niebezpieczeństwo. Nie będę udawał, że było inaczej.

Pozwoliła mu jechać.

Podczas gdy lekarze zajmowali się Eleną, Roque, mechanik odpowiedzialny za flotę samochodową, potwierdził, że opancerzony pojazd został celowo uszkodzony. Darío nakazał odizolować parking i ewakuować pracowników. Nie ufał już żadnym procedurom zatwierdzonym przez Alberta.

Wkrótce odzyskano kolejne wiadomości z tabletu. Były tam przelewy, rozkazy i fotografie Eleny wykonane jeszcze przed jej spotkaniem z Barrerą.

Alberto nie próbował reagować na zdradę. Sam ją zaplanował.

Jeszcze przed świtem wuj zaczął dzwonić do zarządców poszczególnych interesów, rozpowiadając, że Darío stracił kontrolę nad organizacją. Jego rozkazy dotyczące zdrady wyszły na jaw, gdy ludzie otrzymali telefon od samego Daría.

Alberto ukrył się w swojej posiadłości na przedmieściach. Stamtąd próbował jeszcze negocjować z Barrerą, ale jego dotychczasowy sojusznik przestał odbierać telefony.

Darío pojechał do wuja, gdy tylko dowiedział się, że stan Eleny jest stabilny.

Znalazł go w gabinecie, w którym wiele lat wcześniej podpisywał dokumenty dotyczące spadku po ojcu.

— Twój ojciec nigdy nie pozwoliłby, żeby jakaś kobieta rozbiła tę rodzinę — powiedział Alberto.

Darío położył tablet na biurku i odtworzył nagranie, na którym wuj wydawał rozkaz przeprowadzenia zamachu.

Alberto nie wspomniał już ani słowem o jego ojcu.

— To ja zbudowałem te interesy, kiedy ty byłeś jeszcze dzieckiem. Należały mi się.

— Dlatego kradłeś pieniądze z darowizn?

— To były nasze pieniądze.

— A potem chciałeś, żebym uwierzył, że Elena sprzedała informacje o moich ruchach.

Alberto spojrzał w stronę drzwi. Kiedy zawołał, nikt nie przyszedł.

Darío chciał zapytać, w którym momencie wuj przestał go kochać. Ale widząc, jak ten gorączkowo szuka drogi ucieczki, zrozumiał, że nigdy nie usłyszy odpowiedzi, która miałaby jakiekolwiek znaczenie.

— Ona próbowała mnie przed tobą uratować. A ja pomogłem ci ją ścigać.

Alberto wyciągnął pistolet z szuflady.

Strzał Daría zakończył tę rozmowę.

Nie poczuł ulgi. Przez chwilę wpatrywał się w człowieka, który przez lata zastępował mu ojca, i myślał o wszystkich tych latach, w których mylił posłuszeństwo z miłością.

Kiedy wrócił do szpitala, miał na sobie inną koszulę. Elena najpierw spojrzała na jego dłonie, a dopiero potem na twarz.

— To już koniec?

— Alberto nie może już nas skrzywdzić. Barrera wciąż stanowi zagrożenie.

Powoli skinęła głową.

— Więc nie obiecuj mi, że jesteśmy bezpieczni.

Darío przysunął krzesło, ale nie próbował jej dotknąć.

— Nie jesteśmy. Mogę zapewnić ci ochronę i pomóc wyjechać z kraju. Nie będziesz mi nic winna. Nie będę też oczekiwał, że do mnie wrócisz.

— Wczoraj również proponowałeś mi dom z dala od tego wszystkiego.

Spuścił wzrok.

— Wczoraj to był rozkaz. Dzisiaj to ty decydujesz.

Elena milczała aż do chwili, gdy do sali weszła pielęgniarka, by sprawdzić jej parametry życiowe. Darío odsunął się, robiąc jej miejsce. Żona śledziła każdy ruch kobiety z bolesną uwagą, jakby rozpoznawała w niej życie, od którego sama oddaliła się już zbyt dawno.

Przez kolejne dni Víctor dochodził do siebie w pobliskiej sali. Gdy Elena mogła już chodzić po korytarzu, odwiedziła go.