— W takim razie chyba wszystko jest jasne.

Poczułam, jak napinają mi się mięśnie karku.

— Co ma pan na myśli?

— Niech pani pokaże torbę.

— Nie ma pan prawa przeszukiwać moich rzeczy tylko dlatego, że postanowił pan mnie wskazać.

Strażniczka stojąca przy wyjściu odwróciła wzrok. Salgado przybliżył radio do mojej twarzy.

— Gość stracił biżuterię wartą prawie pół miliona pesos. Pani pojawia się tam, gdzie nie powinna. Radzę współpracować, jeśli nie chce pani mieć większych problemów.

Emiliano, który akurat przechodził obok z kartonami, zatrzymał się.

— Jej torba leżała tutaj, kiedy zanosiłem pudełka do magazynu. Wiele osób miało do niej dostęp. Powinniśmy najpierw zabezpieczyć nagrania z kamer, zanim zacznie pan kogokolwiek oskarżać.

— Nikt cię o zdanie nie pytał! — warknął Salgado.

— Ale jeśli ktoś zostanie niesłusznie oskarżony, hotel będzie miał poważny problem.

Kobieta w czerwonej sukience podeszła bliżej.

— Chcę odzyskać swoją bransoletkę, a nie słuchać dyskusji pracowników!

Poprosiłam, żeby wezwano policję i nie dotykano moich rzeczy bez właściwej procedury. Kiedy przyjechali funkcjonariusze, spokojnie wyjaśniłam, gdzie zostawiłam torbę. Zgodziłam się pokazać jej zawartość w ich obecności, ale od początku zaznaczyłam, że nie przyznaję się do żadnej kradzieży.

Jeden z policjantów wyjął z torby bluzę, szczotkę do włosów, portfel i małą kosmetyczkę. Potem jego ręka zatrzymała się na niewielkim pudełku z ciemnego aksamitu.

W pomieszczeniu zapadła cisza.

Pudełko było dokładnie takie, jakie widziałam wcześniej w rękach kobiety.

— To moje! — krzyknęła natychmiast. — Wiedziałam, że ktoś je ukradł!

Zrobiło mi się zimno.

— Nie włożyłam tego do torby.

Salgado uśmiechnął się triumfalnie.

— Wszyscy mówią to samo.

— Proszę zanotować, że torba przez dłuższy czas pozostawała poza moim wzrokiem — powiedział Emiliano. — I sprawdzić nagrania z magazynu.

Dyrektor kazał przenieść nas do biura, aby osobno zebrać zeznania. Kiedy weszliśmy do środka, zamknął drzwi i położył na biurku kartkę.

— To oświadczenie, że przyznaje się pani do zabrania biżuterii. Jeśli podpisze je pani teraz, możemy załatwić sprawę bez rozgłosu.

Przeczytałam pierwsze zdanie i odsunęłam dokument.

— To nieprawda. Nie podpiszę.

Salgado odwrócił się do Emiliana.

— Ty również nie musisz niszczyć sobie życia przez tę kobietę. Mogę przywrócić ci stanowisko koordynatora, pensję i ubezpieczenie zdrowotne. Wystarczy, że potwierdzisz, iż przez cały czas miała torbę przy sobie.

Emiliano pobladł. Wiedziałam już, że jego matka czeka na operację. Wcześniej wspomniał o tym mimochodem, kiedy rozmawialiśmy o kosztach leczenia.

Salgado również o tym wiedział.

— Twoja matka oczekuje na zabieg, prawda? — dodał łagodniejszym głosem. — Szkoda byłoby stracić ubezpieczenie akurat teraz.

Emiliano przez chwilę patrzył na dokument. Potem powoli odpiął identyfikator od koszuli i położył go obok kartki.

— Nie będę kłamał o czymś, czego nie widziałem. I proszę więcej nie wykorzystywać mojej matki, żeby mnie zastraszać.

— W takim razie jesteś zwolniony — oznajmił Salgado.

Poczułam, jak coś ściska mnie w gardle. Nie dlatego, że mnie oskarżono. Byłam przyzwyczajona do tego, że ludzie potrafią nadużywać władzy. Bolało mnie coś innego: wiedziałam, że Emiliano właśnie stracił pracę, ubezpieczenie i poczucie bezpieczeństwa, ponieważ postanowił nie składać fałszywych zeznań.

W tej samej chwili zawibrował mój prywatny telefon, ukryty w wewnętrznej kieszeni bluzy. Dzwoniła Sofía.

— Camila, co się dzieje? — zapytała, gdy odebrałam.

Opowiedziałam jej o oskarżeniu, groźbach Salgada i dokumentach, które zdążyłam zobaczyć na biurku. Wspomniałam też o Emiliano.

— Nie podejmuj żadnych decyzji na miejscu — odpowiedziała stanowczo. — Mamy wcześniejsze zgłoszenia z tego hotelu i potrzebujemy niezależnego przeglądu. Najważniejsze jest teraz zabezpieczenie dokumentacji.

— Uruchom pilną procedurę zachowania nagrań, list płac, umów i rejestrów dostępu. Nie chcę, żeby ktokolwiek usuwał dane.

— Już się tym zajmuję. Musisz jednak wyjść stamtąd, zanim sytuacja stanie się niebezpieczna.

Kiedy schowałam telefon, Salgado nadal stał przy biurku.

— Z kim pani rozmawiała?

— Z zespołem odpowiedzialnym za kontrolę działalności hotelu.

Spojrzał na mnie podejrzliwie, ale zanim zdążył zadać kolejne pytanie, otrzymał wiadomość na służbową skrzynkę. Było to formalne zawiadomienie o obowiązku zachowania nagrań, dokumentacji pracowniczej, umów i rejestrów dostępu. W biurze zapadła cisza.

— Kim pani właściwie jest? — zapytał.

Nie zdążyłam odpowiedzieć, ponieważ na korytarzu rozległy się szybkie kroki. Do środka wszedł mój wuj Arturo w towarzystwie prawnika korporacyjnego. Na mój widok zatrzymał się na moment.

— Camila, moja droga. Mogłaś mnie uprzedzić, że przyjeżdżasz.

Emiliano spojrzał na niego, potem na mnie.

— Camila? Zna pan tę kobietę?

Zdjęłam kaptur.

— Nazywam się Camila Robles. Mój ojciec założył tę grupę hotelową. Po jego śmierci odziedziczyłam udziały i współodpowiadam za przedsiębiorstwo.

Emiliano patrzył na mnie z niedowierzaniem. Potem jego twarz stwardniała.

— Czyli od początku wiedziała pani, że może pani zostać tak potraktowana?

— Wiedziałam, że ktoś może mnie źle potraktować. Nie przypuszczałam, że posunie się tak daleko.

— A kiedy zabrali mi stanowisko, mogła pani powiedzieć, kim jest. Kiedy grozili operacją mojej matki, również.

Nie znalazłam odpowiedzi.

Arturo wkroczył między nas.