Nie chciałam, żeby Berta czuła się głupia.
To, że zaufałyśmy temu samemu człowiekowi, nie oznaczało, że byłyśmy naiwne. Oznaczało, że obie uwierzyłyśmy w jego słowa, zanim pojawiły się powody, by w nie wątpić.
Później sąd rozpatrzył zarzuty związane z moim przypadkiem i związane z nimi wnioski dotyczące dalszego postępowania.
Raúl zaprzeczył, jakoby podawał mi leki bez mojej zgody.
Według relacji mojej prawniczki jego obrona twierdziła, że przyjmowałam je dobrowolnie, a później błędnie zinterpretowałam jego troskę.
Złość niemal odebrała mi głos.
Znowu próbował przedstawić moją pamięć i ocenę własnego życia jako problem.
Nie odpowiedziałam publicznie. Skupiłam się na przygotowaniu do zeznań i dalszych badaniach lekarskich.
Prawda nie potrzebowała mojego gniewu, żeby stać się prawdą.
Potrzebowała dowodów.
Niemal rok później wyznaczono termin rozprawy dotyczącej mojego przypadku. Postępowanie w sprawie śmierci poprzednich żon Raúla nadal trwało.
Kilka dni przed pierwszą rozprawą zadzwoniła do mnie prokuratorka.
Powiedziała, że badania materiału związanego z Lucindą, przeprowadzone na podstawie odpowiedniego zezwolenia sądowego, przyniosły wyniki zgodne z możliwością wcześniejszego kontaktu z substancjami uspokajającymi.
Nie ustalało to samo w sobie przyczyny jej śmierci, ale stanowiło ważny element, który należało ocenić razem z pozostałymi dowodami.
Siedziałam wtedy przed starym krzewem różanym, który zasadził Ramón.
Prokuratorka zawahała się, po czym dodała:
— Tereso, sprawdziliśmy również, kto miał przepisać leki znalezione w opakowaniach z nazwiskiem Lucindy.
Poczułam, że serce zaczyna mi bić szybciej.
— I co ustaliliście?
— Lekarz, którego podpis widnieje na jednej z recept, zeznał, że nigdy jej nie wystawił.
Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
Podróbka dokumentu nie wyjaśniała wszystkiego. Nie dowodziła też automatycznie, co stało się z Lucindą. Jednak była kolejnym elementem układanki, którego nie można było zignorować.
Pomyślałam o wszystkich latach, przez które Raúl opowiadał mi, jak bardzo kochał swoje poprzednie żony. O jego czułych słowach, o herbacie podawanej wieczorem, o trosce, która stopniowo zamieniała się w kontrolę.
Wtedy po raz pierwszy dopuściłam do siebie myśl, że jego zachowanie mogło być czymś znacznie bardziej niebezpiecznym niż zaborczość.
W dniu rozprawy weszłam do budynku sądu z Eleną i Juliánem.
Nie spałam dobrze. Przez całą noc przypominałam sobie kolejne szczegóły, obawiając się, że podczas składania zeznań zapomnę o czymś ważnym.
Moja prawniczka przypomniała mi, że nie muszę zgadywać ani odpowiadać na pytania, na które nie znam odpowiedzi.
Miałam mówić o tym, co sama pamiętam, co widziałam i co wynikało z moich doświadczeń.
Tak też zrobiłam.
Opowiedziałam o stopniowym osłabieniu, o napojach przygotowywanych przez męża, o moich omdleniach i o sposobie, w jaki reagował, kiedy próbowałam mu się sprzeciwić.
Przedstawiono również dokumentację szpitalną, wyniki badań potwierdzających oraz materiały zabezpieczone w domu.
Zeszyt Raúla okazał się ważnym elementem postępowania. Nie przesądzał samodzielnie o wszystkich okolicznościach, ale jego zapiski można było porównać z datami moich dolegliwości, dokumentami finansowymi i innymi zgromadzonymi dowodami.
Raúl siedział naprzeciwko mnie.
Nie wyglądał już jak mężczyzna, który każdego wieczoru przygotowywał mi herbatę i przypominał, żebym nie zapomniała o swoich lekach.
Przez długi czas patrzył na stół.
Kiedy w końcu podniósł wzrok, zobaczyłam na jego twarzy nie troskę, lecz gniew.
Nie odwróciłam oczu.
Przez miesiące bałam się, że nikt mi nie uwierzy. Bałam się, że wyjdę na starszą kobietę, która pomyliła objawy choroby z podejrzeniami wobec własnego męża.
Teraz nie musiałam już sama rozstrzygać, co oznacza każdy szczegół.
Dowody zostały zebrane, przeanalizowane i przedstawione w odpowiednim postępowaniu.
To nie ja miałam udowadniać swoją wartość jako człowieka. To zadaniem sądu było ocenić fakty.
W kolejnych miesiącach postępowanie wobec Raúla zakończyło się wyrokiem skazującym za podawanie mi substancji bez mojej zgody oraz związane z tym działania, które udało się udowodnić.
Sąd rozpatrzył dowody z mojego przypadku, w tym wyniki badań, dokumentację medyczną i odnalezione materiały. Nie wszystkie podejrzenia dotyczące jego poprzednich żon można było rozstrzygnąć. Sprawy Alicii i Lucindy nadal wymagały osobnej oceny, a część pytań mogła już nigdy nie otrzymać jednoznacznej odpowiedzi.
Nie ogłoszono, że każda z tych kobiet padła ofiarą tego samego czynu.
Nie potrzebowałam takiego zapewnienia, żeby wiedzieć, że miały prawo do sprawiedliwego zbadania własnych historii.
Berta zakończyła wszelki kontakt z Raúlem. Po zakończeniu najtrudniejszej części postępowania przysłała mi krótki list.
Napisała w nim, że po raz pierwszy od dawna znów śpi spokojnie, ponieważ nie musi zastanawiać się, dlaczego ktoś chce poznać wartość jej domu ani dlaczego tak często pyta o jej dzieci.
Przeczytałam list dwa razy i schowałam go do szuflady.
Myślałam o niej, kiedy wracałam do zdrowia. Myślałam również o Lucindzie i Alicii.
Nigdy ich nie poznałam. Nie wiedziałam, jakie miały ulubione książki, jak się śmiały ani co chciały zrobić w ostatnich latach swojego życia.
Wiedziałam jedynie, że każda z nich była kimś więcej niż nazwiskiem w dokumentach Raúla.
I że żadna nie zasługiwała na to, by jej historia została sprowadzona do roli kolejnej żony.
Minęło kilka miesięcy, zanim znów potrafiłam cieszyć się zwykłymi rzeczami.
Pewnego ranka Elena przyniosła mi śniadanie na taras.
Tym razem sama przygotowałam herbatę.