— Czy trwa jakaś transakcja? — zapytałam.
Lucía przejrzała kolejne dokumenty.
— Jest propozycja przeniesienia praw do lokali na spółkę powiązaną z Octaviem. Potrzebujemy pełnej dokumentacji, ale w porządku obrad wspomniano również o pożyczce i dwóch zabezpieczeniach.
Szacowana wartość transakcji wynosiła 16,8 miliona peso.
Nie była to suma niewyobrażalna na rynku nieruchomości w Monterrey, ale stanowiła niemal cały majątek, który moja matka chciała zachować jako źródło finansowania stypendiów.
Zadzwoniłam do Germána. Marina siedziała obok mnie i słuchała.
Mąż przyznał, że jego firma konsultingowa odkryła płatności bez wystarczającego potwierdzenia wykonania usług. Dlatego rozpoczął kontrolę.
— Dlaczego nie powiedziałeś mi o funduszu powierniczym? — zapytałam.
— Nie miałem oryginalnych dokumentów. Octavio twierdził, że twój ojciec wszystko ci wyjaśnił.
— Nie pamiętam tego. Nikt nie upewnił się, że rozumiem, co podpisuję.
— To był błąd. Powinienem porozmawiać z tobą bezpośrednio.
— Ty i Sofía najwyraźniej mieliście wiele okazji do rozmów na osobności.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Nie będę usprawiedliwiał pocałunku śledztwem — powiedział w końcu. — Ale Sofía rzeczywiście odkryła powiązania między dostawcami a planowaną sprzedażą.
Zapytałam, kto mógł wejść do jego gabinetu tamtej nocy.
Wyjaśnił, że dostęp mieli jego asystent, pracownik techniczny oraz osoby upoważnione przez Octavia. Biuro korzystało ze wspólnego korytarza, więc nie można było jeszcze ustalić, kto dokładnie przeglądał dokumenty.
Germán obiecał zabezpieczyć rejestry wejść i przekazać dostępne raporty Lucíi.
Zgodziłam się. Nie dla naszego małżeństwa, lecz dla dokumentów.
Po zakończeniu rozmowy poczułam się wyczerpana. Musiałam jednocześnie rozmawiać z człowiekiem, który mnie zdradził, i z przyszłym ojcem moich dzieci. Nie wiedziałam jeszcze, jak pogodzić te dwie role.
Marina zauważyła, że wpatruję się w zdjęcie USG.
— Powinnaś mu powiedzieć — stwierdziła cicho.
Wzięłam głęboki oddech i ponownie wybrałam numer Germána.
— Nie dzwonię, żeby do ciebie wrócić — zaczęłam. — Ale jest coś, co dotyczy naszego życia, niezależnie od tego, czy będziemy razem. Jestem w ciąży.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Który to tydzień? — zapytał w końcu.
— Mniej więcej dziewiąty. Na badaniu zobaczyli dwa zarodki. Lekarka potwierdziła dzisiaj, że oba mają czynność serca.
— Bliźnięta?
— Tak.
Usłyszałam, jak odsuwa krzesło.
— Wszystko z tobą w porządku? Z nimi też?
— Na razie tak. Jestem pod opieką lekarską i mam zaplanowane kolejne badania. Nie potrzebuję, żebyś organizował mi życie.
— Nie będę. Chcę tylko uczestniczyć w tym tak, żeby ci nie zaszkodzić.
Powiedziałam, że wszelkie spotkania i kwestie prawne będziemy ustalać spokojnie, z poszanowaniem moich granic.
Nie obiecałam mu przebaczenia. On również o nie nie poprosił.
— Dziękuję, że mi powiedziałaś — szepnął.
Kiedy się rozłączyłam, miałam ochotę płakać. Marina jednak już szykowała mi coś do jedzenia.
Tego popołudnia Lucía otrzymała kopię propozycji przeniesienia praw, przesłaną z adresu powiązanego z radą fundacji. Termin podpisania dokumentów wyznaczono za trzy tygodnie.
Na ostatniej stronie widniał obraz mojego podpisu.
Nigdy niczego takiego nie podpisywałam.
Jeszcze bardziej zaniepokoiła mnie wiadomość zamieszczona na dole dokumentu, skierowana bezpośrednio do mnie z anonimowego konta:
„Zapytaj Marinę, co wydarzyło się w noc śmierci Juliety. Wie, dlaczego Octavio tak bardzo potrzebował dokumentów twojej matki”.
Podniosłam wzrok.
Moja siostra stała przy zlewie. Nie poruszała się. Miała na twarzy ten sam wyraz, który widziałam u niej w dzieciństwie, kiedy ktoś wspominał tamtą noc.
— Porozmawiaj ze mną, Marina — powiedziałam, nie odrywając wzroku od wiadomości.
Moja siostra zakręciła wodę i wytarła ręce ściereczką. Następnie usiadła naprzeciwko mnie.
— W noc śmierci mamy słyszałam kłótnię — zaczęła. — Byłam wtedy w domu. Miałam dwanaście lat, a ty już spałaś. Mama rozmawiała z Octaviem w gabinecie.
— O czym?
Marina przez chwilę milczała.
— O umowach, które miały pozwolić wykorzystać lokale fundacji jako zabezpieczenie pożyczki. Mama mówiła, że nieruchomości nie mogą być narażone na ryzyko. Octavio przekonywał ją, że wszyscy na tym skorzystają.
— Co jeszcze?
— Widziałam, jak wychodził z domu około dziesiątej wieczorem. Mama była bardzo zdenerwowana. Później weszła na górę, poprosiła mnie, żebym się tobą opiekowała, i poszła spać. Następnego ranka tata znalazł ją nieprzytomną. Lekarze potwierdzili, że doszło do problemu kardiologicznego, z którym wcześniej już się leczyła.
— Myślisz, że Octavio ją zabił?
Marina gwałtownie pokręciła głową.
— Nie mam na to żadnych dowodów. Nigdy ich nie miałam. Wiem tylko, że mama bała się o dokumenty i powiedziała mi, żebym nie pozwoliła Octaviowi przejąć nad nimi kontroli.
Poczułam, jak ściska mi się gardło.
— Dlaczego milczałaś przez tyle lat?
— Tata był zdruzgotany, a ty miałaś dziewięć lat. Potem przyzwyczaiłam się do myśli, że mówienie o tym niczego nie zmieni.
— Nie miałaś prawa decydować za mnie przez kolejne dwadzieścia lat.
Marina spuściła głowę.
— Wiem. Nie oczekuję, że mi to wybaczysz.
Nie chciałam jej przytulać ani mówić, że wszystko będzie dobrze. Nie wiedziałam, czy kiedykolwiek zdołam zaakceptować fakt, że przez tyle lat ukrywała przede mną coś tak ważnego.
Jednocześnie nie chciałam, by nasze podejrzenia zamieniły się w oskarżenia bez dowodów.