Genaro był szwagrem Víctora. Kilka lat wcześniej zwolniono go z jednej z budów po serii niebezpiecznych incydentów.

Mariana otworzyła jeden ze starych zeszytów i wskazała zapis:

„Genaro, krewny Víctora. Nigdy więcej go nie zatrudniać”.

— Minęło dwanaście lat, a on nadal przewija się w naszych księgach. Tyle że teraz wystawia nam rachunki za materiały, których nikt nigdy nie otrzymał.

Biegły księgowy wykrył podpisy nieobecnych pracowników oraz daty, w których budowy były wstrzymane. Znaleźli też polecenia Víctora dotyczące przelewów na konto tej firmy, podczas gdy prawdziwym dostawcom rosły zaległe należności.

Następnie przeanalizowali kredyt. Jego beneficjentem była kolejna spółka zarządzana przez Genara. Zaciągnęła osiemnaście i pół miliona pesos na budowę hali przemysłowej, która w rzeczywistości nigdy nie powstała. Andrés figurował w dokumentach jako współdłużnik solidarny. Bank zaakceptował jego poręczenie, ponieważ był udziałowcem dobrze prosperującej firmy budowlanej i posiadał prywatny majątek.

— Twój podpis jest prawdziwy — wyjaśnił prawnik. — To komplikuje sprawę. Musimy ustalić, w jaki sposób go uzyskano, jakie informacje otrzymał bank i dokąd trafiły pieniądze. Nie obiecuję cudów.

Czwartego dnia jeden z ważniejszych klientów poinformował ich, że Víctor ogłosił odejście Andrésa z firmy i zamknięcie przedsiębiorstwa. Klient zdążył już podpisać umowę z nową spółką Víctora.

— Zabiera klientów, a nam zostawia długi — podsumowała Mariana. — Potem powie wszystkim, że zrujnowałeś firmę, bo zajmowałeś się Valerią.

Brakowało jeszcze ostatniego elementu układanki.

Mariana znalazła regularny, stosunkowo niewielki przelew opisany jako „usługi promocji cyfrowej”. Nazwisko odbiorczyni zgadzało się z nazwiskiem Valerii. Nie było jednak żadnych kampanii reklamowych, raportów ani materiałów, które uzasadniałyby te płatności.

Mariana odłożyła ołówek na stół.

— A więc twoja kochanka również zarabiała na naszej firmie. Víctor nie płacił jej z własnej kieszeni. Płaciliśmy jej wszyscy, łącznie z pracownikami, którym teraz zalegamy z wypłatami.

Mariana umówiła się z Valerią w kawiarni. Kobieta przyszła w ciemnych okularach.

— Jeśli przyszłaś robić mi wyrzuty z powodu swojego męża, tracisz czas. To on mnie szukał.

— Nie przyszłam się o niego z tobą kłócić — odpowiedziała Mariana. — Chcę tylko wiedzieć, czego dotyczą te faktury. Jakie usługi reklamowe wykonałaś dla naszej firmy?

Valeria spojrzała na historię przelewów i przyznała, że Víctor poprosił ją o wystawianie takich rachunków.

— Powiedział, że w ten sposób łatwiej będzie mi wypłacać pieniądze. Nie zadawałam zbyt wielu pytań.

— To będziesz musiała wyjaśnić odpowiednim organom, nie mnie. Jeśli masz wiadomości, które mogą pomóc ustalić prawdę, skontaktuj się z prawniczką i zabezpiecz je.

Valeria odblokowała telefon. Víctor obiecywał jej przelewy w zamian za to, że będzie zajmować Andrésa podróżami i kolacjami. W jednej z wiadomości napisał:

„Nie pozwól mu w tym miesiącu pojawić się w biurze. Muszę doprowadzić do tego, żeby podpisywał bez zadawania pytań”.

Mariana zrozumiała wreszcie, na czym polegał cały plan.

Andrés sam zdecydował się ją zdradzić, ale Víctor wykorzystał tę zdradę, by odciągnąć go od firmy, podczas gdy krok po kroku wyprowadzał z niej pieniądze.

Za radą swojej prawniczki Valeria złożyła zeznania i przekazała wiadomości. Mariana wraz ze swoimi doradcami złożyła zawiadomienie, przedstawiając zebrane dowody, i wystąpiła do banku o ponowne zbadanie dokumentacji kredytowej.

Tydzień później Andrés zaprosił Víctora na spotkanie, by omówić jego odejście ze spółki. Víctor przyszedł ze swoim prawnikiem, ale na miejscu zastał Marianę stojącą przed fotografią pierwszego domu wybudowanego przez firmę.

— No proszę! — zakpił. — Przyprowadziłeś nawet żonę? Mariana, z całym szacunkiem, rozmawiamy tu o naprawdę poważnych pieniądzach. Może lepiej zostaw nas samych i idź przygotować chilaquiles.

Mariana przesunęła w jego stronę kartkę w kratkę. Widniał na niej schemat przedstawiający firmę budowlaną, przedsiębiorstwo Genara, spółkę, która otrzymała kredyt, nową firmę Víctora oraz przelewy na rzecz Valerii. Każda strzałka miała przypisane daty, kwoty i numery dokumentów.

Víctor spojrzał na kartkę i przestał się uśmiechać.

— Co to za bzdury?

— Droga pieniędzy, którą udało nam się dotychczas udokumentować — odpowiedziała Mariana. — Resztę muszą zbadać odpowiednie organy. Zawiadomienie zostało już złożone. Bank również otrzymał wszystkie informacje.

Prawnik Víctora wziął kartkę, przejrzał ją i nachylił się do swojego klienta, szepcząc, że muszą porozmawiać na osobności. Víctor nawet go nie słuchał.

— Andrés — zwrócił się do wspólnika. — Przecież ona cię zostawiła. Dlaczego, do diabła, ci pomaga?

Mariana odpowiedziała, zanim jej mąż zdążył otworzyć usta.

— Nie myl mojego bólu z głupotą. Nie przyszłam ratować naszego małżeństwa. Bronię dwunastu lat ciężkiej pracy, pensji rodzin, które utrzymują się dzięki tej firmie, i przyszłości mojego syna. To, co wydarzy się między mną a Andrésem, nie jest twoją sprawą.

Víctor wyszedł za swoim prawnikiem, nawet się nie żegnając. Andrés zrozumiał wtedy, że wspólnik liczył na to, iż zdradzona żona pozwoli mu upaść i nie kiwnie palcem, by go ratować.

Potem nadeszły miesiące audytów, przesłuchań i negocjacji z bankiem. Andrés sprzedał swoją furgonetkę, żeby pomóc wypłacić pracownikom pensje. Mariana rozpoczęła rozmowy z uczciwymi dostawcami, prosząc ich o porozumienie i odroczenie należności. Nie wszyscy zgodzili się czekać.