— Mam zapewnienie producenta.
— A ja mam wyniki testów.
Armando zakończył rozmowę.
Wśród strażaków z La Junta znajdował się Bruno, syn Severiana. Był młody, ambitny i dumny z ojca, który przez dwadzieścia pięć lat pracował w fabryce. Nie wierzył, że człowiek, którego podziwiał, mógł świadomie narazić innych na niebezpieczeństwo.
Tego wieczoru Tadeo otrzymał wiadomość od prawnika. Radził mu ograniczyć sprawę do wewnętrznego postępowania, zapewnić wymianę kurtek i uniknąć publicznych oświadczeń, które mogłyby zaszkodzić reputacji firmy.
Tadeo przeczytał wiadomość dwa razy.
Lidia siedziała naprzeciwko niego i zauważyła zmianę na jego twarzy.
— Co się stało?
Podał jej telefon.
Przeczytała wiadomość, po czym oddała urządzenie.
— Co pan wybierze? — zapytała. — Ochronę dobrego imienia firmy czy ochronę ludzi, którzy noszą te kurtki?
Tadeo nie odpowiedział od razu. Za oknem zapadał zmrok, a na parkingu pojedyncza lampa oświetlała mokry asfalt.
Mógł zamknąć sprawę po cichu. Mógł wymienić wadliwe produkty, obwinić kierownika i wrócić do prowadzenia firmy. Być może za kilka miesięcy klienci zapomnieliby o całym incydencie.
Ale on już wiedział, że nie chodziło wyłącznie o pieniądze ani reputację.
— Jutro jedziemy do La Junta — powiedział w końcu. — I tym razem wszyscy usłyszą prawdę.
W piątek wieczorem dotarli do remizy. Przed budynkiem stały dwa czerwone wozy, a strażacy zgromadzili się przy długim stole ustawionym pod zadaszeniem. Powietrze pachniało mokrą ziemią i paliwem.
Severiano również tam był.
Gdy zobaczył Lidię, natychmiast wyszedł przed grupę.
— Ta kobieta straciła pracę, bo nie potrafiła wykonywać poleceń — oznajmił głośno. — Teraz chce, żebyście oddali sprzęt, na który ciężko pracowaliście. Nie pozwólcie, by zniszczyła wszystko tylko dlatego, że nie potrafiła zaakceptować decyzji przełożonych.
Kilku strażaków wymieniło spojrzenia. Armando skrzyżował ręce na piersi.
Bruno stał z tyłu. Miał na sobie kurtkę z partii czternastej.
Lidia nie podniosła głosu. Postawiła na stole przenośne urządzenie do badania wytrzymałości szwów i jedną z wadliwych kurtek odzyskanych w Guerrero.
— Nie przyszłam prosić, żebyście mi uwierzyli — powiedziała. — Przyszłam prosić, żebyście sami sprawdzili.
Rozłożyła kurtkę na stole i wskazała połączenie między podszewką a materiałem zewnętrznym.
— W normalnych warunkach ten szew może wyglądać dobrze. Ale kiedy materiał jest poddany wysokiej temperaturze i naprężeniom, osłabione połączenie może się otworzyć. Jeśli tak się stanie podczas akcji, odsłoni fragment ciała, który powinien pozostać chroniony.
Armando podszedł do stołu.
— Chce pani powiedzieć, że te kurtki mogą nas poparzyć?
— Chcę powiedzieć, że nie przeszły wszystkich wymaganych testów. Nie mogę uczciwie zagwarantować, że są bezpieczne.
— A jeśli test się nie powiedzie? — zapytał.
— Wtedy będzie pan wiedział, dlaczego nie wolno ich używać.
Armando zawahał się, ale w końcu chwycił za uchwyt urządzenia. Powoli zwiększał nacisk. Materiał przez chwilę wytrzymywał obciążenie. Potem rozległ się suchy trzask.
Szew puścił.
Nikt się nie odezwał.
Jeden z młodszych strażaków zdjął kurtkę i położył ją na stole. Drugi zrobił to samo. Po chwili Armando zdjął swoją i obejrzał kołnierz.
— Ile mamy takich? — zapytał cicho.
— Wszystkie szesnaście wymaga sprawdzenia — odpowiedziała Lidia.
Bruno nadal stał nieruchomo.
— Mój ojciec poświęcił tej fabryce dwadzieścia pięć lat — powiedział w końcu. Jego głos drżał. — Zna wszystkich pracowników. Zawsze mówił, że ta firma jest jego drugim domem.
Lidia spojrzała na niego bez gniewu.
— Nie chcę go upokorzyć, Bruno. Nie chcę też odbierać ci dumy z tego, co robisz. Chcę tylko, żebyś wracał żywy za każdym razem, kiedy zabrzmi alarm.
Chłopak spuścił wzrok.
Tadeo wyszedł przed grupę.
— Termin dostawy wyznaczyłem ja — powiedział. — To ja naciskałem, żeby zamówienie zostało zrealizowane przed końcem miesiąca. Nie poleciłem pomijać testów, ale stworzyłem sytuację, w której ludzie bali się powiedzieć, że potrzebują więcej czasu. To moja odpowiedzialność. Wymienimy wszystkie wadliwe kurtki bez żadnych kosztów dla waszych jednostek. Zapewnimy też dodatkowe wyposażenie, żebyście nie musieli przerywać służby.
Severiano spuścił głowę. Przez moment wyglądał, jakby chciał coś powiedzieć, lecz zamiast tego odwrócił się i odszedł.
Tej nocy Lidia po raz pierwszy od kilku dni poczuła, że ktoś rzeczywiście ją usłyszał.
Nie oznaczało to jednak, że niebezpieczeństwo minęło.
Dwie noce później w pobliżu miasteczka wybuchł pożar. Płomienie objęły stary dom na skraju pól. Ogień szybko przedostał się na drewniany dach, a gęsty dym zaczął wydobywać się z okien.
Strażacy z La Junta dotarli na miejsce w ciągu kilku minut.
W środku przebywał starszy mężczyzna, który zdołał wydostać się na zewnątrz, ale po chwili zorientował się, że jego pies nadal jest w domu. Zignorował ostrzeżenia sąsiadów i zawrócił do budynku.
Bruno nie czekał, aż ktoś go powstrzyma. Wszedł za nim.
Akcja trwała kilka minut, które dla ludzi czekających na zewnątrz zdawały się nie mieć końca. Wreszcie w drzwiach pojawił się Bruno, podtrzymując starszego mężczyznę. Za nimi wybiegł mały, osmalony pies.
Wszyscy troje przeżyli.
Bruno doznał jednak oparzenia szyi. Gdy lekarze rozcięli kurtkę, by sprawdzić obrażenia, zobaczyli rozdarcie w szwie przy kołnierzu. Dokładnie w tym miejscu, które Lidia wskazywała podczas testu.