— Proszę ją puścić.
Przy czarnym samochodzie stał rosły mężczyzna. Miał bliznę na szczęce i szerokie ramiona. Nie musiał powtarzać polecenia.
Mauricio natychmiast rozluźnił uścisk.
Na tylnym siedzeniu samochodu siedział Julián.
— To Ramiro — powiedział, gdy Renata spojrzała na ochroniarza.
Mauricio spróbował podejść do auta, ale Ramiro zagrodził mu drogę.
— Przyszedłem porozmawiać z panem Arandą — wyjaśnił Mauricio.
Julián nie wysiadł.
— Słyszałem, jak pańska żona prosi, żeby ją pan zostawił w spokoju.
Renata wyciągnęła klucze. Jej dłonie drżały.
Mauricio spojrzał na nią z nadzieją, że stanie po jego stronie.
Otworzyła drzwi budynku i weszła do środka, nie oglądając się za siebie.
Ramiro pozostał na chodniku, dopóki nie pojawił się prawnik Renaty. Dopiero wtedy wrócił do samochodu.
Po chwili zadzwonił domofon.
— Czy potrzebuje pani pomocy medycznej? — zapytał.
— Nie. Dziękuję.
Mimo to Renata zeszła na dół. Musiała wiedzieć, co jeszcze dzieje się wokół niej.
Julián siedział na tylnym siedzeniu. Pokazał jej zdjęcie na telefonie.
Na fotografii Renata wychodziła ze szkoły. Zdjęcie wykonano z samochodu zaparkowanego po drugiej stronie ulicy.
Obok niej stała jedna z uczennic.
Wiadomość dołączona do fotografii zawierała pytanie skierowane do Mauricio:
„Ile czasu potrzebujesz, żeby dostarczyć pieniądze?”
— Barragán wykorzystuje panią, żeby wywrzeć presję na pani mężu — powiedział Julián.
Renata jeszcze raz spojrzała na zdjęcie.
Do tej pory sądziła, że wystarczy zamknąć drzwi, by odciąć się od problemów Mauricio.
Teraz wiedziała, że ktoś obserwuje ją nawet pod szkołą.
— Kim jest Barragán? — zapytała.
— Człowiekiem, któremu pani mąż pożyczył pieniądze. A raczej człowiekiem, od którego sam je pożyczył.
— Ile?
Julián podał kwotę. Renata poczuła, jak robi jej się słabo.
Mauricio zaciągnął dług, licząc na to, że zdobędzie kontrakt związany z portem. Kiedy projekt upadł, nie miał ani pracy, ani pieniędzy, ani wpływowych znajomych, którzy mogliby mu pomóc.
— Dlaczego miałabym wierzyć, że pan chce mi pomóc? — zapytała.
Julián nie odpowiedział od razu.
— Nie musi mi pani wierzyć. Powinna pani jednak wiedzieć, że ci ludzie nie interesują się tym, kto zawinił. Widzą tylko dług i osoby, które mogą wykorzystać, by go odzyskać.
Renata spojrzała na samochód, a potem na wejście do swojego budynku.
— Chcę porozmawiać z moją prawniczką.
— Oczywiście.
— I nie chcę, żeby ktokolwiek podejmował decyzje za mnie.
Julián skinął głową.
— W takim razie proszę powiedzieć, czego pani potrzebuje.
Renata poprosiła, by zawieziono ją w miejsce, z którego będzie mogła spokojnie skontaktować się z prawniczką, nie narażając się na kolejne spotkanie z Mauricio.
Zgodziła się na kilka dni zamieszkać w domu, który wcześniej zaproponował jej Julián. Zanim jednak przyjęła klucze, uzgodniła wszystkie warunki ze swoją prawniczką.
Dom znajdował się na strzeżonym osiedlu. Był przestronny, dobrze wyposażony i zbyt cichy.
Ramiro pokazał jej wejścia, wyjaśnił zasady ochrony i zostawił klucze na stole.
Renata najpierw sprawdziła wszystkie zamki, dopiero potem rozpakowała torbę.
Przez pierwsze noce spała w ubraniu. Budziła się na odgłos każdego przejeżdżającego samochodu i sprawdzała, czy telefon ma zasięg.
Julián nie przychodził i nie żądał, by do niego dzwoniła.
Renata wykorzystała ten czas na uporządkowanie rozwodu, zgłoszenie gróźb i sprawdzenie swoich finansów. Odkryła kilka pożyczek, które Mauricio ukrywał za fasadą wygodnego życia, jakim tak chętnie chwalił się przed znajomymi.
Bardziej niż zdrada bolał ją wstyd, że tak długo kochała człowieka, który traktował ją jak narzędzie do realizacji własnych ambicji.
Pewnego popołudnia rozpłakała się nad zeszytem, w którym przygotowywała materiały do lekcji. Potem zadzwoniła do przyjaciółki i po raz pierwszy opowiedziała wszystko bez prób łagodzenia prawdy.
Dwa tygodnie później Julián przyjechał podczas ulewnego deszczu.
Zapukał do drzwi.
— Myślałam, że ma pan klucz — powiedziała Renata, otwierając.
— Mam.
— Więc dlaczego pan puka?
— Bo to pani dom na czas, kiedy pani go potrzebuje. Nie chcę wchodzić bez zaproszenia.
Renata odsunęła się, wpuszczając go do środka.
Usiedli przy oknie.
Julián powiedział, że Valeria złożyła pozew rozwodowy i wyjechała do Madrytu. Ich wspólne życie dobiegło końca.
Wyglądał na zmęczonego, ale nie żałował decyzji o rozstaniu.
— A Mauricio? — zapytała Renata.
Julián odłożył filiżankę.
— Barragán go odnalazł. Pobili go i zostawili niedaleko kliniki.
Renata zesztywniała.
— Czy to pan kazał im to zrobić?
— Nie.
Przyglądała mu się przez dłuższą chwilę.
Julián nie udawał oburzenia. Nie próbował przekonywać jej, że świat, w którym żył, był prosty i sprawiedliwy.
— Zamknąłem przed nim pewne drzwi — przyznał. — Ale długi miał jeszcze zanim dowiedziałem się o Valerii.
— A ja znalazłam się w samym środku tego wszystkiego.
— Tak.
Renata odwróciła wzrok.
Przyjęła jego pomoc, wiedząc, kim jest. Nie musiała udawać, że wierzy w jego niewinność, żeby móc z nią żyć.
— Dlaczego mnie pan chroni?
Julián milczał przez kilka sekund.
— Bo zobaczyła pani coś, czego nie chciała widzieć, i nie próbowała pani tego zaprzeczać.
— Nie prosił mnie pan, żebym skłamała dla pani żony.