Nie oznaczało to automatycznie, że wiedziała o oszustwie. To właśnie mieli ustalić śledczy.
Mauricio nie przyjął tych informacji spokojnie.
Pewnego dnia pojawił się w moim biurze.
Dowiedziałam się o tym od recepcjonistki, która zadzwoniła na moje wewnętrzne połączenie.
— Pani Valerio, jest tu mężczyzna, który twierdzi, że jest pani byłym mężem. Mówi, że sprawa jest pilna.
Zamarłam.
— Jak się nazywa?
— Mauricio.
Przez moment chciałam poprosić ochronę, żeby go odesłała. Ostatecznie zgodziłam się zejść do holu, ale tylko dlatego, że nie chciałam, aby urządzał scenę przed moimi współpracownikami.
Stał przy recepcji z pogniecioną teczką pod pachą. Wyglądał na niewyspanego. Jego koszula była pomięta, a na twarzy miał wyraz człowieka, który od kilku dni szuka winnego wszystkiego, co mu się przydarzyło.
Kiedy mnie zobaczył, ruszył w moją stronę.
— Musimy porozmawiać.
— Nie tutaj.
— Właśnie tutaj. Skoro nie odbierasz telefonów, musiałem przyjść.
— Nie życzę sobie niezapowiedzianych wizyt w pracy.
Zignorował moje słowa i wyciągnął z teczki dokument.
— Wiesz, co to jest?
Spojrzałam na kartkę, ale jej nie dotknęłam.
Widniało na niej moje imię i nazwisko, nazwa firmy związanej ze sprzedażą nieruchomości oraz data przypadająca cztery miesiące po naszym rozwodzie.
— Nie wiem — odpowiedziałam.
— Twoje nazwisko jest tutaj. Dokument mówi, że uczestniczyłaś w tej transakcji.
— Nigdy nie pracowałam dla tej firmy.
— Więc wyjaśnij, dlaczego masz z nią coś wspólnego.
— Nie mam.
Mauricio zbliżył kartkę do mojej twarzy.
— Może jednak miałaś? Może dlatego tak szybko przestałaś się interesować naszymi sprawami? Może wiedziałaś, co się dzieje?
Poczułam, że kilka osób w holu zaczyna nam się przyglądać.
— Mauricio, nie wiem, skąd masz ten dokument. Jeśli uważasz, że popełniono przestępstwo, zgłoś go odpowiednim organom. Nie będę rozmawiać o tym tutaj.
— Oczywiście! Zawsze uciekasz, kiedy trzeba wziąć odpowiedzialność!
— To ty przelałeś nasze oszczędności Jimenie bez mojej zgody. To twoja rodzina zdecydowała się zainwestować w ten projekt. Nie wciągaj mnie w coś, z czym nie miałam nic wspólnego.
Jego twarz poczerwieniała.
— Myślisz, że jesteś lepsza od nas, bo masz teraz swoje mieszkanie i awans w pracy?
— Nie. Po prostu nie pozwalam ci już decydować za mnie.
Wyciągnął rękę w stronę mojego telefonu.
— Pokaż mi wiadomości. Chcę zobaczyć, z kim rozmawiałaś.
Odsunęłam się.
— Nie dotykaj mnie.
Chwycił mnie za nadgarstek.
Wszystko wydarzyło się bardzo szybko. Próbowałam uwolnić rękę, a on podniósł drugą dłoń w gwałtownym geście. Nie wiedziałam, czy zamierzał mnie uderzyć, czy tylko zastraszyć. Wiedziałam jedno: nie zamierzałam czekać, żeby się przekonać.
— Proszę go puścić! — zawołał ochroniarz, który podbiegł do nas z drugiego końca holu.
Mauricio odwrócił się, zaskoczony.
Drugi pracownik ochrony stanął między nami. Uwolniłam rękę i cofnęłam się kilka kroków.
— Ona jest moją żoną! — krzyknął Mauricio.
— Byłą żoną — odpowiedziałam.
Mój głos był cichy, ale wyraźny.
Ochrona odprowadziła go w stronę wyjścia. Mauricio nadal krzyczał, że wszyscy sprzysięgli się przeciwko niemu, że nie pozwoli mi zniszczyć swojej rodziny i że jeszcze pożałuję.
Kiedy próbował wrócić, pracownik ochrony zatrzymał go przed drzwiami.
Wezwano policję, a ja złożyłam wyjaśnienia dotyczące zajścia. Przekazałam również informacje o dokumencie, który pokazał mi Mauricio. Nie oskarżałam nikogo na podstawie przypuszczeń. Chciałam, żeby sprawdzono pochodzenie kartki i ustalono, czy ktoś wykorzystał moje dane bez zgody.
Później przekazałam kopię dokumentu Marianie.
— Dobrze, że nie próbowałaś sama rozstrzygać tej sprawy — powiedziała. — Zachowaj wszystkie wiadomości i nie spotykaj się z nim bez potrzeby. Jeśli będzie próbował cię zastraszać, dokumentuj każdy kontakt.
Zastosowałam się do jej rady.
W toku dalszych czynności pojawiły się kolejne informacje o firmie pośredniczącej w sprzedaży. Badano sposób przygotowania dokumentacji, przepływ pieniędzy i rolę poszczególnych osób. Nazwisko Jimeny ponownie znalazło się w materiałach, ponieważ figurowała jako doradczyni odpowiedzialna za część transakcji.
Nadal nie było jednak pewności, czy wiedziała o oszustwie. Prowizje mogły świadczyć o jej udziale w sprzedaży, ale same w sobie nie dowodziły, że znała prawdziwy charakter przedsięwzięcia.
Mauricio również musiał zmierzyć się z konsekwencjami własnych działań.
W jego pracy wszczęto postępowanie wyjaśniające związane z naruszeniami zasad i nieprawidłowościami w dokumentacji. Został zawieszony, a później stracił stanowisko po stwierdzeniu udokumentowanych naruszeń warunków umowy.
Nie czułam satysfakcji.
Nie cieszyłam się z jego kłopotów ani z cierpienia ludzi, którzy stracili oszczędności. Wiedziałam, że wielu z nich uwierzyło w obietnice, bo chcieli zapewnić sobie lepszą przyszłość. Sama kiedyś uwierzyłam, że wspólny dom z Mauricio będzie miejscem bezpieczeństwa.
Różnica polegała na tym, że kiedy zobaczyłam prawdę, zaczęłam szukać wyjścia.
Ofelia po pewnym czasie ustabilizowała swój stan zdrowia. Przeniesiono ją do publicznego szpitala, w którym mogła kontynuować leczenie. W organizacji dalszej opieki pomogły pracownicy socjalni oraz jedna z krewnych, która zgodziła się uczestniczyć w ustalaniu potrzebnej pomocy.
Nie została bez opieki.
Nie musiałam jednak być osobą, która wszystko organizuje.
Kilka tygodni po tamtej wizycie w biurze otrzymałam wiadomość e-mail od Mauricio.
Temat brzmiał: „Musimy porozmawiać o mamie”.
Otworzyłam ją dopiero wieczorem.
„Valeria,