— Najważniejsze, że pamiętałaś — dodała Ofelia tonem, który sugerował, że zrobiła mi wielką przysługę, nie odrzucając prezentu.
Wtedy jeszcze próbowałam ratować sytuację uśmiechem.
— Wszystkiego najlepszego.
Wróciłam na swoje miejsce. Nie zdążyłam nawet dotknąć przystawki, kiedy Ofelia skinęła na mnie dłonią.
— Valeria, kochanie, czy mogłabyś przynieść z kuchni dodatkowe talerze? I sprawdź, czy kelnerzy mają już przygotowaną kawę. Twoja kuzynka Mauricio przyjechała z daleka, a nie może siedzieć bez niczego.
Pracownicy restauracji byli na miejscu. Kelnerzy obsługiwali stoliki, a kierownik sali stał kilka kroków dalej.
Mimo to wstałam.
Przyniosłam talerze. Potem pomogłam rozdać deser. Następnie Ofelia poprosiła mnie o przyniesienie jej torebki z garderoby, bo chciała pokazać koleżankom nowy portfel.
Kiedy wróciłam, przy stole rozmawiano już o planach Jimeny.
— Moja córka ma przed sobą wspaniałą przyszłość — mówiła Ofelia. — W przeciwieństwie do niektórych ludzi wie, jak wykorzystać swoje możliwości.
Jimena uśmiechnęła się z zadowoleniem.
— Mamo, nie przesadzaj.
— Wcale nie przesadzam. Masz ambicję, kontakty i odwagę. To się liczy.
Ofelia spojrzała na mnie.
— A ty, Valeria? Nadal pracujesz w tej firmie logistycznej? Nie rozumiem, jak można przez tyle lat zajmować się papierami i transportem. Kobieta powinna mieć też jakieś życie poza pracą.
— Lubię swoją pracę — odpowiedziałam. — Mam możliwość rozwijania projektów i zarządzania zespołem.
— Oczywiście, oczywiście. Każdy musi mieć jakieś zajęcie.
Mauricio zaśmiał się pod nosem.
To był mały dźwięk, prawie niezauważalny. Dla mnie jednak zabrzmiał głośniej niż wszystkie słowa jego matki.
Spojrzałam na niego.
— Co cię tak rozbawiło?
Podniósł wzrok.
— Nic. Nie bądź taka przewrażliwiona.
Wtedy zrozumiałam, że nie chodziło o pojedyncze uwagi Ofelii. Problemem było to, że jej syn nauczył się traktować moje upokorzenie jak rodzinną rozrywkę.
Mimo wszystko jeszcze przez kilka miesięcy próbowałam naprawić nasze małżeństwo.
Pracowałam, oszczędzałam i planowałam przyszłość. Z Mauricio uzgodniliśmy, że kupimy dom. Oboje mieliśmy wpłacać pieniądze na wspólne konto, a kiedy znajdziemy odpowiednią nieruchomość, wykorzystamy oszczędności jako wkład własny.
Przez lata odkładałam każdą nadwyżkę z pensji. Nie kupowałam drogich ubrań, rzadko wyjeżdżałam na wakacje, a większe wydatki planowałam z wyprzedzeniem. Chciałam mieć własny dom, miejsce, w którym moglibyśmy wreszcie żyć po swojemu.
Na wspólnym koncie zgromadziliśmy 786 tysięcy pesos.
Przynajmniej tak sądziłam.
Pewnego wieczoru otworzyłam aplikację bankową, żeby sprawdzić stan oszczędności. Zobaczyłam kwotę, która nie miała sensu.
Pozostało 3824 pesos.
Najpierw pomyślałam o błędzie systemu. Wylogowałam się, zalogowałam ponownie i odświeżyłam ekran.
Kwota się nie zmieniła.
Zaczęłam sprawdzać historię transakcji. Wtedy zobaczyłam przelew na 782 tysiące pesos. Pieniądze zostały wysłane na konto Jimeny.
Poczułam, jak robi mi się zimno.
Kiedy Mauricio wrócił do domu, siedziałam przy stole z wydrukowaną historią rachunku.
— Co to jest? — zapytałam.
Zerknął na dokument.
— A, to.
— Przelałeś wszystkie nasze oszczędności Jimenie.
— Potrzebowała pieniędzy.
— Na co?
— Na inwestycję.
— Jaką inwestycję? Dlaczego nie porozmawiałeś ze mną?
Mauricio zdjął marynarkę i przewiesił ją przez oparcie krzesła.
— Bo wiedziałem, że zaczniesz robić problem.
— To były również moje pieniądze!
— Nie krzycz.
— Nie krzyczę. Pytam, dlaczego zabrałeś pieniądze, które odkładaliśmy na dom.
— Jimena miała okazję, której nie mogła przegapić. Miała zainwestować w nieruchomości, a potem oddać pieniądze z zyskiem.
— Więc dlaczego nie wykorzystała własnych oszczędności?
Mauricio westchnął, jakbym była dzieckiem, które nie rozumie prostych rzeczy.
— Bo rodzina powinna sobie pomagać.
— A ja? Nie jestem twoją rodziną?
Przez chwilę milczał.
Potem powiedział coś, czego nie zapomnę do końca życia.
— Valeria, nie dramatyzuj. Pieniądze można zarobić ponownie. Jimena jest moją siostrą. Nie mogłem pozwolić, żeby straciła taką okazję.
Patrzyłam na niego i czułam, że coś we mnie pęka.
Nie chodziło już tylko o oszczędności. Chodziło o to, że podjął decyzję dotyczącą naszej wspólnej przyszłości bez mojego udziału, a teraz oczekiwał, że zaakceptuję ją bez sprzeciwu.
— Oddaj mi moją część — powiedziałam.
— Kiedy Jimena odzyska pieniądze, wszystko się ułoży.
— Kiedy?
— Nie wiem.
— Za tydzień? Za miesiąc? Za rok?
— Przestań mnie przesłuchiwać!
Wstał gwałtownie. Przez chwilę miałam wrażenie, że uderzy dłonią w stół, ale tylko chwycił klucze.
— Muszę wyjść. Porozmawiamy, kiedy się uspokoisz.
Drzwi zamknęły się za nim z hukiem.
Tej nocy nie spałam.
Przez następne tygodnie próbowałam uzyskać od Jimeny jakiekolwiek konkretne informacje. Za każdym razem słyszałam inną wersję wydarzeń. Raz twierdziła, że inwestycja została opóźniona. Innym razem mówiła, że czeka na dokumenty. Później zapewniała, że wszystko jest pod kontrolą.
Ofelia stanęła po stronie dzieci.
— Mauricio postąpił słusznie — oznajmiła podczas jednej z rodzinnych rozmów. — Jimena potrzebowała pomocy. A wy jesteście małżeństwem. Nie powinniście liczyć każdego grosza.
— To nie były pieniądze na wakacje ani nowy samochód — odpowiedziałam. — To były nasze oszczędności na dom.
— Dom można kupić później.
— A co, jeśli tych pieniędzy nigdy nie odzyskamy?
Ofelia spojrzała na mnie z niesmakiem.
— Zawsze widzisz najgorsze. Nic dziwnego, że Mauricio jest przy tobie taki zestresowany.