Pies ostrzegał mnie, żebym się zatrzymała.
Przykucnęłam, nie dotykając urządzenia. Dostrzegłam dodatkową osłonę pod spodem skrzynki, częściowo ukrytą za rurą. Ktoś próbował sprawić, żeby uwaga skupiła się na przewodzie biegnącym przez środek. Najbardziej oczywisty element nie musiał być tym, który należało ruszyć.
Dziesięć sekund.
Zacisnęłam zęby i odsunęłam się od urządzenia, jednocześnie przekazując przez radio, co zauważyłam. Głos dyspozytora nakazał mi natychmiast opuścić pomieszczenie.
Dziewięć sekund.
Bruno szczeknął i cofnął się w stronę drzwi.
Nie zamierzałam pozwolić, by jego odwaga stała się powodem kolejnej straty.
Chwyciłam smycz, przyciągnęłam go do siebie i ruszyłam ku wyjściu. W chwili, gdy przekroczyliśmy próg, usłyszałam za sobą głuche kliknięcie, po którym nastąpiła seria trzasków.
Rzuciłam się na podłogę, osłaniając głowę. Bruno przywarł do mnie.
Przez kilka sekund nie wydarzyło się nic.
Potem światło w korytarzu zamigotało i zgasło. Alarm nadal wył, ale budynek stał.
Ładunek nie eksplodował.
Nie rozbroiłam go własnymi rękami. Udało mi się wyprowadzić nas z pomieszczenia, przekazać specjalistom kluczowe informacje i uniknąć ruchu, który mógłby uruchomić mechanizm. Kiedy dotarli pirotechnicy, przejęli urządzenie i zabezpieczyli je zgodnie z procedurami.
Dopiero wtedy pozwoliłam sobie usiąść.
Bruno oparł głowę na moim ramieniu.
— Już dobrze — wyszeptałam. — Tym razem nikt nie zostanie tutaj sam.
Kiedy wróciliśmy na główny korytarz, szpital był niemal pusty. Pacjentów ewakuowano na dziedziniec, gdzie ratownicy sprawdzali ich stan. Ochrona pilnowała wejść, a policjanci zabezpieczali teren wokół parkingu.
Varela stał przy głównym wejściu. Jego koszula była rozpięta pod szyją, a twarz miała kolor papieru. Gdy mnie zobaczył, ruszył w moją stronę.
— Czy wszyscy są bezpieczni?
— Na razie tak. Zespół pirotechniczny zabezpieczył urządzenie.
Przez chwilę nie mówił nic. Potem spojrzał na Brunona.
— Ten pies…
— Ostrzegł nas — przerwałam mu. — Wszyscy powinniśmy go posłuchać od samego początku.
Varela opuścił głowę.
Nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ na teren szpitala wjechały kolejne pojazdy. Wśród funkcjonariuszy, techników i przedstawicieli prokuratury zobaczyłam kobietę w ciemnym mundurze, z włosami związanymi ciasno z tyłu głowy.
Kapitan Natalia Reyes.
Znałam ją z czasów służby. Była jednym z najbardziej opanowanych oficerów, jakich spotkałam. Nie podnosiła głosu, nie podejmowała decyzji pod wpływem emocji i nigdy nie lekceważyła informacji przekazywanych przez ludzi, którzy znajdowali się najbliżej zagrożenia.
Kiedy podeszła, spojrzała na mnie uważnie.
— Sierżant Ríos.
Przez trzy lata nikt nie wypowiedział przy mnie tego stopnia.
— Nie jestem już sierżantem, kapitanie.
— Wiem. Ale to nie zmienia tego, co zrobiłaś tej nocy.
Jej wzrok przesunął się na Brunona.
Pies siedział przy mojej nodze, spokojny, ale czujny.
— Widzę, że się odnaleźliście — powiedziała.
Zmarszczyłam brwi.
— Co pani ma na myśli?
Reyes westchnęła.
— Bruno nie trafił do programu wsparcia pacjentów dlatego, że był bezużyteczny. Został wycofany z aktywnej służby po operacji, podczas której zginął Rex. Później przeniesiono go do innej jednostki. Jego dokumentacja została objęta ograniczeniami, ponieważ brał udział w kilku operacjach, których szczegóły nie mogły zostać ujawnione.
Poczułam, jak krew odpływa mi z twarzy.
— Chce pani powiedzieć, że Bruno znał Rexa?
— Pracowały w powiązanych zespołach. Nie zawsze razem, ale ich szkolenie częściowo się pokrywało. Bruno był jednym z psów, które pomagały sprawdzać teren po eksplozji w Manzanillo.
Spojrzałam na niego, jakbym widziała go po raz pierwszy.
— Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?
— Po odejściu ze służby zniknęłaś. Nie odpowiadałaś na telefony, zmieniłaś adres, nie chciałaś kontaktu z dawnymi współpracownikami. Próbowaliśmy cię znaleźć, ale w końcu przestaliśmy mieć pewność, czy chcesz, żebyśmy cię szukali.
— A więc uznaliście, że najlepiej będzie zostawić mnie samą?
Reyes nie próbowała się bronić.
— Popełniliśmy błędy. Nie mogę cofnąć tych trzech lat.
— Nikt nie może.
Spojrzałam na Brunona. Wspomnienie Rexa wróciło z siłą, której się nie spodziewałam. Przez długi czas byłam przekonana, że jeśli przestanę cierpieć, oznacza to, że zdradziłam swojego pierwszego partnera. Nie rozumiałam, że żałoba może stać się więzieniem, a pamięć nie musi oznaczać wiecznej kary.
— Co z człowiekiem, którego przywieźliśmy? — zapytałam.
Reyes spoważniała.
— Został zatrzymany. Pierwsza eksplozja miała odwrócić uwagę służb. Drugi ładunek miał doprowadzić do znacznie większej tragedii. Sprawdzamy jego powiązania z grupą, która organizowała zamach. Nie możemy jeszcze ujawnić wszystkich szczegółów.
— Powiedział, że jest jeszcze jeden.
— Zatrzymany współpracuje z ludźmi, którzy mogą mieć dostęp do innych obiektów. Dlatego nie zakończymy działań, dopóki nie sprawdzimy wszystkich informacji.
Nie zadawałam więcej pytań. Byłam wyczerpana, a moje dłonie wciąż drżały.
Reyes położyła mi rękę na ramieniu, ale zrobiła to ostrożnie, dając mi możliwość odsunięcia się.
— Powinnaś odpocząć, Elena.
— Najpierw chcę zobaczyć pacjentów.
Kapitan skinęła głową.
I tak wróciłam do pracy.
Przez następne godziny pomagałam ratownikom, sprawdzałam dokumentację i uspokajałam osoby, które przeżyły eksplozję na parkingu. Nie wszyscy wyszli z tego bez obrażeń. Jeden z ochroniarzy doznał złamania ręki, a starsza pacjentka, pani Mercedes, przeżyła silny atak paniki. Kiedy zobaczyła Brunona, wyciągnęła ku niemu drżącą dłoń.
— Czy on może ze mną zostać? — zapytała.