W lutym Arturo poinformował, że piekarnia ma problemy finansowe. Lorenzo chciał pomóc i zaproponował spłatę zaległości, aby lokal nie musiał zostać zamknięty.

Emilia zadzwoniła do niego natychmiast.

— Nie możesz po prostu wchodzić w moje życie i płacić za wszystko, co mnie dotyczy!

— Chciałem ochronić miejsce, w którym byłaś dobrze traktowana.

— Więc zacznij od pytania, czego potrzebujemy.

Lorenzo zamilkł.

— Powinienem był porozmawiać z tobą i Arturo. Chcesz, żebyśmy ustalili, jak mogę pomóc?

Wspólnie z właścicielem piekarni uzgodnili warunki pomocy. Wszystko zostało udokumentowane, bez żadnych osobistych zobowiązań i bez oczekiwania, że Emilia zmieni swoją decyzję dotyczącą małżeństwa.

Rosa zaczęła odwiedzać ją w czwartki. Przynosiła pieniądze na herbatę i czekała do końca jej zmiany.

Pewnego dnia usiadła naprzeciwko wnuczki.

— Powinnam była zapytać, co robiłaś, kiedy wszyscy otwierali prezenty.

— Tak, babciu.

Starsza kobieta nie próbowała się usprawiedliwiać.

— Bałam się, że sprawię przykrość Victorii. Potem wstydziłam się przyznać, jak długo milczałam.

Emilia ujęła jej dłoń.

Wciąż ją kochała, ale to nie znaczyło, że przestała czuć ból.

W kwietniu zgodziła się zjeść kolację z Lorenzem w piekarni. Przyniósł ciastka i zapytał, jak minął jej dzień. Kiedy zadzwonił telefon, wyciszył go, upewniwszy się wcześniej, że nie chodzi o nagły wypadek.

Emilia opowiedziała mu o zepsutym piecu i małej dziewczynce, która kupiła słodką bułkę, by podzielić się nią z mamą.

Lorenzo słuchał do końca.

Przy pożegnaniu poprawiła mu kołnierzyk koszuli. Nie potraktował tego gestu jako obietnicy.

Spotykali się później jeszcze wiele razy. Rozmawiali o trudnych sprawach, wracali do bolesnych wspomnień i uczyli się stawiać granice. Bywały dni, kiedy Emilia chciała być sama. Lorenzo stopniowo nauczył się akceptować jej wybory, nie karząc jej za nie milczeniem.

Kiedy udało się odzyskać część pieniędzy, Lorenzo przeznaczył odpowiednią kwotę na naprawienie szkód finansowych poniesionych przez żonę. Jej prawnik sprawdził dokumenty. Emilia zdecydowała, że część środków przekaże lokalnej organizacji wspierającej kobiety, które potrzebują odzyskać dokumenty i znaleźć bezpieczne mieszkanie po opuszczeniu domów, w których były krzywdzone.

Podczas inauguracji programu Arturo przyniósł świeży chleb. Rosa siedziała w pierwszym rzędzie. Lorenzo pozostał z tyłu sali, słuchając przemówienia żony.

Mówiła stanowczo, spokojnie i bez wstydu.

Nikt nie musiał już mówić za nią.

Kiedy nadszedł kolejny grudzień, Emilia nadal miała klucze do swojego mieszkania.

Zgodziła się jednak na świąteczną kolację w rezydencji. Tym razem wspólnie ustalili listę gości. Arturo przyniósł swoje wypieki, pracownicy dostali wolne zmiany, a każdy, kto chciał, mógł usiąść przy stole.

Victoria przysłała przeprosiny. Emilia przeczytała je, ale nie czuła obowiązku odpowiadania.

Mauricio nadal czekał na rozstrzygnięcie sprawy sądowej.

Tego wieczoru Emilia otrzymała szalik wydziergany przez córkę kucharki oraz list od Rosy. Czytała go powoli, ocierając łzy.

Nikt nie poprosił jej o dolewanie kawy.

Obok jej talerza leżała niewielka paczuszka.

W środku znalazła osiem kopert, starannie zabezpieczonych w teczce, oraz zdjęcie z pierwszej Wigilii.

Odwróciła fotografię.

Na odwrocie Lorenzo napisał:

„Są twoje. Nie powinienem był ich zatrzymywać bez pytania. Czego potrzebujesz ode mnie dzisiaj?”

Emilia dotknęła zdjęcia.

— Krzesła — odpowiedziała. — I tego, żebyś jutro znowu o nie zapytał.

Lorenzo przysunął jej krzesło i zrobił miejsce przy stole.

Usiadła. Delikatnie go pocałowała, a potem ujęła jego dłoń pod obrusem.

Została tam, ponieważ sama tego chciała.

Kiedy Rosa zaczęła podawać chleb, Emilia zawiesiła swoją torbę na oparciu krzesła.

Po raz pierwszy od dziewięciu świąt Bożego Narodzenia nie musiała patrzeć na drzwi ani zastanawiać się, ile czasu minie, zanim będzie mogła wyjść.

Tym razem miała swoje miejsce przy stole.

I nikt nie musiał jej na nie pozwalać.