Szef konserwacji pokazał nam zdjęcia przeciekającego dachu. Woda przedostawała się przez ten sam fragment sufitu za każdym razem, gdy zaczynała się pora deszczowa.
— Naprawę odłożono, żeby sfinansować projekt wizerunkowy — wyjaśnił.
— Jaki projekt?
— Prywatna sala degustacyjna, którą zaproponował Bruno. Miała być wizytówką hotelu.
— Czy została wybudowana?
Mężczyzna pokręcił głową.
Andrea poprosiła o kosztorysy, umowy, faktury i zdjęcia. Nie oskarżyła nikogo. Powiedziała tylko, że każdy wydatek zostanie zweryfikowany, zanim podejmiemy dalsze decyzje.
Po południu zjadłam z Valerią obiad w wynajętym biurze niedaleko hotelu. Przed nami leżały faktury, które zewnętrzna księgowa oznaczyła jako nietypowe.
Jedna z firm, Servicios Turísticos del Centro, pobierała sto siedemdziesiąt pięć tysięcy peso miesięcznie za doradztwo w zakresie doświadczeń gości. Inna, Diseño Altamira, wystawiła rachunek na dziewięćset czterdzieści tysięcy peso za modernizację, której pracownicy konserwacji nigdy nie widzieli.
Audytor ustalił na podstawie dostępnych rejestrów, że obie firmy miały powiązania adresowe z podmiotami związanymi z Brunem.
— Czy możemy udowodnić, że pieniądze trafiły do niego? — zapytałam.
— Jeszcze nie — odpowiedziała Valeria. — Mamy przesłanki, które wymagają sprawdzenia. Powiązania nie są wyrokiem. Musimy ustalić, jakie usługi wykonano, kto zatwierdził płatności i kto rzeczywiście odniósł korzyść.
Poleciliśmy zabezpieczyć potwierdzenia przelewów, zamówienia, raporty, korespondencję i rejestry wejść dostawców do hotelu.
Wieczorem weszłam do budynku od strony zaplecza. Korytarz pachniał detergentem i świeżo upieczonym chlebem. Irene rozpoznała mnie od razu.
— Pani mama zawsze schodziła do nas przed kolacją wigilijną, żeby sprawdzić, czy każdy dostał coś do jedzenia — powiedziała.
Poszłam za nią do jadalni dla pracowników. Stały tam trzy stare lodówki. Drzwi jednej z nich były przytrzymywane taśmą.
Szefowa kuchni pokazała mi odrzucone zlecenie naprawy. Jako powód podano ograniczenia budżetowe.
Przypomniałam sobie, że zaledwie kilka godzin wcześniej Beatriz chwaliła się kwiatową dekoracją na swoją galę, która kosztowała sto dwadzieścia tysięcy peso.
— Andrea powinna najpierw ocenić sprzęt związany z bezpieczeństwem żywności — powiedziałam. — Nie będziemy czekać, aż zepsuta lodówka stanie się poważniejszym problemem.
Kiedy wróciłam do holu, zobaczyłam ojca siedzącego przy stoliku z nietkniętą filiżanką kawy.
— Beatriz powiedziała mi, że sprowadziłaś policję, żeby pilnowała hotelu — odezwał się.
— Nie wzywałam policji. Mamy doradców, którzy sprawdzają dostęp do systemów administracyjnych.
Usiadłam naprzeciwko niego i pokazałam mu faktury Diseño Altamira.
— Kto zatwierdził te płatności?
Ojciec poprawił okulary.
— Bruno miał pomysły na modernizację. Beatriz zapewniała mnie, że pracuje z ekspertami.
— Widziałeś jakikolwiek raport? Zakończoną pracę? Dokumentację?
Nie odpowiedział.
— Tato, na dwóch zatwierdzeniach widnieje twój podpis.
— Ufałem Beatriz.
— Mama też ci ufała, kiedy powierzyła ci zarządzanie hotelem.
Opuścił głowę.
— Po jej śmierci byłem bardzo samotny — wyszeptał.
Te słowa zabolały mnie bardziej, niż się spodziewałam.
— Ja też ją straciłam. Ale nie przestałam z tego powodu czytać umów.
Siedzieliśmy w milczeniu. Przez hol przeszła pracownica z naręczem czystych ręczników. Hotel funkcjonował, tak jak funkcjonował przez wszystkie lata, niezależnie od rodzinnych dramatów rozgrywających się za zamkniętymi drzwiami.
Tego wieczoru Beatriz opublikowała nagranie przed sądem. Twierdziła, że jej niestabilna emocjonalnie pasierbica urządziła zamach na własnego ojca, aby odebrać mu rodzinny majątek.
Nie odpowiedziałam publicznie. Nie chciałam, żeby walka o hotel zamieniła się w przedstawienie dla obcych ludzi.
O dwudziestej drugiej czterdzieści sześć zadzwoniła Valeria.
— Złożyli pilny wniosek o zawieszenie twoich uprawnień — powiedziała. — Twierdzą, że twoja matka nie była w stanie świadomie ustanowić funduszu powierniczego.
Spojrzałam na kolczyki mamy, które leżały na moim biurku. Nie mogłam ich jeszcze oddać do pudełka, bo za każdym razem, gdy próbowałam, miałam wrażenie, że zamykam wraz z nimi ostatnią cząstkę jej obecności.
Zrozumiałam, że Beatriz postanowiła zaatakować pamięć kobiety, która zbudowała hotel, tylko po to, by odzyskać nad nim kontrolę.
Następnego ranka pierwsze pytanie, jakie zadałam Valerii, brzmiało:
— Kiedy złożyli ten wniosek?
— Wczoraj po południu. Wnoszą o zabezpieczenie roszczeń i kwestionują zdolność twojej matki do ustanowienia funduszu.
Otworzyłam teczkę medyczną mamy. Dokumenty wskazywały, że umowę podpisano trzy lata przed diagnozą nowotworu. Nie zamierzałam jednak zakładać, że sama data wystarczy, by zakończyć spór.
O ósmej spotkaliśmy się z kancelarią, która przygotowywała dokumenty funduszu. Notariusz zachował materiały związane z aktem, a powiernik dysponował zapisami spotkań, dokumentami tożsamości oraz dokumentacją późniejszych czynności.
— Dlaczego twierdzą, że mama nie była zdolna do podejmowania decyzji? — zapytałam.
Valeria przejrzała pismo.
— Nie dołączyli opinii lekarskiej, która by to potwierdzała. Powołują się na domniemaną presję i proszą o czas na zebranie dowodów.
— Przez lata mama powtarzała, że hotelu nie wolno obciążać hipoteką tylko dlatego, że ktoś ma kosztowny pomysł.
— To ważne, ale musimy poprzeć to dokumentami, a nie tylko wspomnieniami.
Zachowałam korespondencję mamy z ojcem i bankiem. Pisała w niej o ochronie wynagrodzeń, utrzymaniu budynku i zabezpieczeniu rezerw finansowych na gorsze sezony.
W jednym z e-maili znalazłam zdanie, które przeczytałam kilka razy:
„Ricardo będzie zarządzał hotelem, dopóki Mariana nie zdobędzie odpowiedniego doświadczenia. Gdy osiągnie ustalony wiek, ostateczne decyzje dotyczące majątku powinny należeć do naszej córki, zgodnie z zasadami określonymi w dokumentach”.