— Nie poproszę cię o to.
Verónica spojrzała na niego z zaskoczeniem. Być może po raz pierwszy zobaczyła w nim nie właściciela wielkiego imperium, ale człowieka, który nie wiedział, jak naprawić wyrządzone krzywdy.
— Dobrze — powiedziała. — W takim razie zaczniemy powoli.
W tym samym czasie Ramiro przeszukiwał archiwum Ernesta Salazara. Po śmierci patriarchy dwa lata wcześniej jego gabinet pozostawał zamknięty. Dokumenty przeniesiono do magazynu, ale nikt nie przeprowadził pełnej inwentaryzacji.
Wśród starych umów, akt własności i korespondencji Ramiro znalazł spis przedmiotów przekazanych przez szpital po wypadku Andrésa. Na marginesie widniały inicjały V.R. oraz odręczna adnotacja: „Korespondencję zachować w prywatnym archiwum”.
Ramiro natychmiast zadzwonił do Mauricia.
— Znalazłem coś, co powinien pan zobaczyć.
W gabinecie otworzyli kolejne pudełko. W środku znajdowały się stare listy, koperty i dokumenty bankowe. Na samym dnie leżała koperta zaadresowana do Veróniki Ríos.
Pismo należało do Andrésa.
Mauricio wyciągnął rękę.
— Otwórzmy ją.
Sofía zatrzymała go delikatnie.
— To list do niej.
— Musimy wiedzieć, co napisał.
— Nie — powiedziała stanowczo. — Musimy pozwolić jej zdecydować, czy chce go przeczytać.
Mauricio spojrzał na kopertę. Przez całe życie uważał, że rozwiązaniem każdego problemu jest zdobycie wszystkich informacji i podjęcie decyzji za innych, zanim sytuacja wymknie się spod kontroli.
Teraz powoli cofnął rękę.
— Masz rację.
Kiedy Verónica przyjechała, Mauricio podał jej kopertę bez słowa. Kobieta rozpoznała pismo natychmiast. Przycisnęła ją do piersi, jakby trzymała coś znacznie cenniejszego niż kartkę papieru.
— Czytaliście ją? — zapytała.
— Nie — odpowiedział Mauricio. — To twoja wiadomość.
Verónica zabrała list do parku, w którym Andrés kiedyś próbował nauczyć ją jeździć na rowerze. Usiadła pod starym drzewem, ostrożnie rozerwała kopertę i rozłożyła kartki.
Pierwsze słowa sprawiły, że zakryła usta dłonią.
„Verónica, jeśli czytasz ten list, oznacza to, że nie zdążyłem powiedzieć ci wszystkiego, co powinienem”.
Andrés pisał, że jego pełne nazwisko brzmiało Andrés Salazar Cervantes. Przyznał, że ukrywał przed nią pochodzenie, ponieważ bał się, że kiedy pozna prawdę o rodzinie, odejdzie. Odkładał rozmowę z dnia na dzień, aż stało się to ciężarem, którego nie potrafił już zrzucić.
Przepraszał ją za własne tchórzostwo.
Pisał o dziecku, o imieniu Camila, o łóżeczku, które chciał sam złożyć, i o tym, że nie potrafił wyobrazić sobie niczego piękniejszego niż widok córki śpiącej na jego ramieniu.
Na końcu listu pismo stawało się nierówne.
„Nie pozwól, żeby moja rodzina decydowała za ciebie. Mauricio będzie próbował wszystko kontrolować, kiedy się przestraszy. Nie robi tego dlatego, że nie kocha. Po prostu nigdy nie nauczył się, jak kochać bez rozkazywania. Jeśli kiedyś spotkasz go ponownie, pamiętaj, że masz prawo powiedzieć mu nie”.
Verónica zaczęła płakać.
Andrés nie był doskonałym człowiekiem. Ukrył przed nią prawdę, zwlekał z rozmową i pozwolił, by strach kierował jego decyzjami. Ale ją kochał. Kochał ich córkę, zanim zdążył zobaczyć jej twarz.
List nie przywrócił mu życia. Nie zwrócił Verónice sześciu lat samotności. Dał jej jednak coś, czego przez długi czas nie miała.
Odpowiedź.
Kiedy kilka dni później Mauricio przyszedł do niej z teczką dokumentów, Verónica natychmiast zrozumiała, że znów próbuje rozwiązać wszystko po swojemu.
W środku znajdowała się propozycja przeprowadzki do większego domu, zapisania Camili do prywatnej szkoły i ustanowienia specjalnego nadzoru nad jej finansami.
— To tylko propozycja — powiedział Mauricio. — Chcę zapewnić jej bezpieczeństwo.
Verónica zamknęła teczkę.
— Właśnie przeczytałam list człowieka, który błagał mnie, żebym nie pozwoliła waszej rodzinie decydować za mnie. A ty przyszedłeś z gotowym planem na moje życie.
Mauricio zamilkł.
— Nie próbuję cię kontrolować.
— Może nieświadomie. Ale to właśnie robisz. Nie zapytałeś, czego potrzebujemy. Założyłeś, że wiesz lepiej.
Z sąsiedniego pokoju dobiegł głos Camili, która śpiewała podczas rysowania.
Mauricio spojrzał w tamtą stronę.
— Chcę tylko naprawić to, co zrobił mój ojciec.
— Nie możesz naprawić przeszłości, Mauricio. Możesz jedynie przestać powtarzać jej błędy.
Zanim zdążył odpowiedzieć, do mieszkania wszedł Ramiro z kolejnym dokumentem.
Była to notatka podpisana przez Ernesta Salazara, datowana na kilka miesięcy przed wypadkiem Andrésa.
Mauricio przeczytał pierwsze zdanie i poczuł, jak zimno przechodzi mu po plecach.
Ernesto wiedział o ciąży Veróniki.
Wiedział również, że Andrés planował wychowywać z nią dziecko.
W dalszej części dokumentu znajdowało się polecenie, by nie przekazywać żadnej korespondencji Verónice i nie dopuszczać do kontaktu między nią a rodziną Salazarów.
Pod notatką widniał podpis ojca.
— On wiedział — wyszeptała Sofía, która właśnie weszła do pokoju. — Ojciec wiedział, że Andrés będzie miał córkę.
Mauricio usiadł ciężko na krześle.
Przez sześć lat wierzył, że jego brat uciekł od rodziny, że nie chciał utrzymywać z nimi kontaktu i że zginął, zanim zdążył naprawić swoje błędy.
Teraz rozumiał, że ktoś świadomie odciął go od prawdy.
Ale najgorsze było to, że kiedy Andrés jeszcze żył, Mauricio stanął po stronie ojca.
Nie wiedział, co dokładnie wydarzyło się w szpitalu. Nie miał dowodów, że wypadek był czymś innym niż nieszczęśliwym zdarzeniem. Wiedział jednak, że jego ojciec ukrył korespondencję, odebrał Verónice możliwość pożegnania się i sprawił, że wnuczka dorastała bez wiedzy o własnej rodzinie.