Nie było krzyku.
Nie było wyzwisk.
Nie było kary.
Była matka, która pocieszała przestraszone dziecko.
I była córka, która nagle zrozumiała, że jej własne dziecięce cierpienie nie wynikało z tego, że była trudna do kochania.
Ofelia potrafiła być czuła.
Po prostu kiedyś nie potrafiła albo nie chciała być taka dla niej.
Kiedy matka wróciła do stołu, Natalia zebrała się na odwagę.
— Cieszę się, że tak go traktujesz.
Ofelia uniosła brwi.
— A jak mam go traktować?
— Z czułością. Tak jak teraz.
Natalia nie zdążyła powiedzieć nic więcej, ponieważ matka zaczęła układać talerze.
— Nie rób się sentymentalna. Pomóż mi podać deser.
Te słowa zabolały bardziej, niż Natalia chciała przyznać.
Po obiedzie Ofelia zaczęła zadawać pytania.
Czy Natalia ma mieszkanie? Ile zarabia? Czy spotyka się z kimś? Dlaczego nie wyszła jeszcze za mąż?
— Wynajmuję mieszkanie — odpowiedziała Natalia. — Odkładam na własne.
— A męża nadal nie masz?
— Nie.
— Dzieci też nie?
— Nie.
Ofelia pokręciła głową.
— W twoim wieku powinnaś już mieć coś więcej. Co ci po pieniądzach, jeśli nie masz rodziny?
Natalia odłożyła łyżeczkę.
— Mam przyjaciół, pracę i życie, z którego jestem zadowolona.
— Zobaczymy, czy będziesz tak mówić, kiedy zostaniesz całkiem sama.
Wtedy Natalia dostrzegła, że matka nie zaprosiła jej wyłącznie po to, żeby poznała brata. Coś kryło się za tym nagłym zainteresowaniem.
Ofelia wstała, otworzyła szufladę i wyjęła zieloną teczkę.
Położyła ją na stole.
— Właściwie jest jeszcze jedna sprawa.
Natalia spojrzała na dokumenty.
Na pierwszej stronie widniał kosztorys prywatnej szkoły: opłata wpisowa, mundurki, miesięczne czesne i dodatkowe zajęcia.
W kolejnych rubrykach ktoś rozpisał, kto ma pokryć poszczególne wydatki.
Przy opłacie wpisowej wpisano nazwisko Natalii Ríos.
Jej nazwisko.
A obok znajdowało się miejsce na podpis.
— Co to jest? — zapytała.
— Szkoła dla Emiliana — wyjaśniła Ofelia. — Dobra placówka. Ma zajęcia z angielskiego, informatykę, sport. Chcemy dać mu lepszy start.
Natalia przesunęła palcem po liczbach.
Opłata wpisowa wynosiła 19 800 pesos. Mundurki kosztowały 6 500. Miesięczne czesne wynosiło 7 200 pesos.
Na osobnej kartce matka napisała, że Natalia pokryje opłatę wpisową i połowę czesnego przez cały rok szkolny.
— Dlaczego jest tu moje nazwisko?
Ofelia spojrzała na nią tak, jakby pytanie było niedorzeczne.
— Bo dobrze zarabiasz. Sergio i ja zapłacimy resztę.
— Kiedy zamierzałaś ze mną o tym porozmawiać?
— Właśnie rozmawiamy.
— Nie, mamo. Ty już podjęłaś decyzję. Nawet nie zapytałaś, czy chcę albo czy mogę.
— Jesteś jego siostrą!
— Dowiedziałam się o jego istnieniu kilka dni temu!
W kuchni zapadła cisza.
Emiliano, który układał samochodziki na dywanie, podniósł głowę.
Ofelia natychmiast ściszyła głos.
— Nie rób scen przy dziecku.
Natalia zamknęła teczkę.
— Nie zapłacę za szkołę, którą wybraliście bez konsultacji ze mną.
Twarz matki stwardniała.
— Zawsze byłaś egoistką.
To słowo Natalia znała od dzieciństwa. Słyszała je, kiedy prosiła o nową parę butów, kiedy nie chciała oddać całej wypłaty i kiedy próbowała wyjaśnić, że ma własne plany.
— Od szesnastego roku życia pracowałam i oddawałam ci prawie wszystko, co zarobiłam — odpowiedziała. — A kiedy wreszcie dostałam lepszą pracę, wystawiłaś moje rzeczy za drzwi.
Ofelia roześmiała się krótko.
— Znowu zaczynasz wymyślać swoje nieszczęścia.
Natalia poczuła, że serce bije jej coraz szybciej.
— Nie wymyślam. Zmieniłaś zamek. Spałam na dworcu.
— Sama chciałaś się usamodzielnić. Nie mogłam przecież trzymać cię pod dachem do końca życia.
— Nie powiedziałaś mi, że mam się wyprowadzić. Po prostu zamknęłaś przede mną drzwi.
Sergio wszedł do jadalni, trzymając ołówek, o który poprosił go Emiliano.
— Co się dzieje?
Ofelia natychmiast podniosła teczkę.
— Twoja pasierbica nie chce pomóc bratu. Wydawało mi się, że wychowaliśmy ją na porządną osobę.
Sergio spojrzał na dokumenty.
— Chwileczkę. Czy ona zgodziła się zapłacić?
— Nie musiała się zgadzać. Jest jej bratem.
Sergio powoli odłożył ołówek na stół.
— Ofelio, nie możesz wpisywać czyjegoś nazwiska w planie wydatków i traktować tego jak umowy.
Natalia spojrzała na niego z niedowierzaniem. Po raz pierwszy od wielu lat usłyszała, że ktoś w tym domu mówi coś rozsądnego.
Ofelia zacisnęła usta.
— Oczywiście. Teraz wszyscy będą mnie pouczać.
Sergio podniósł wzrok na Natalię.
— Powiedziałaś, że spałaś na dworcu?
— Tak.
— Tej nocy, kiedy się wyprowadziłaś?
— Nie wyprowadziłam się. Zostałam wyrzucona.
Na twarzy mężczyzny pojawiło się przerażenie.
— Ofelia powiedziała mi, że dostałaś pracę w innym mieście i postanowiłaś wyjechać. Myślałem, że sama chciałaś odejść.
Natalia poczuła, jak coś ściska ją w gardle.
— Nigdy nie dostałam pracy w innym mieście. Pracowałam w sklepie, a potem znalazłam posadę w magazynie. Wróciłam pewnego wieczoru i zobaczyłam dwie czarne torby przed domem.
Sergio powoli odwrócił się do żony.
— Czy to prawda?
— Nie będę tłumaczyć się z decyzji sprzed siedmiu lat.
— Pytam, czy wyrzuciłaś ją z domu.
Ofelia uderzyła dłonią w stół.
— Była nie do zniesienia! Ciągle chciała pieniędzy, ciągle miała pretensje! Musiałam myśleć również o sobie!