Spokój.
Zaczynały otwierać się pierwsze stoiska. Ludzie wychodzili na promenadę, a dzień powoli budził się do życia.
Kiedy wróciłyśmy do domu, znalazłam w torbie wózka rozgwiazdę, którą Rubén podarował Lucíi. Wyjęłam ją i postawiłam obok łóżeczka.
Moja córka zasnęła, słuchając mojego głosu.
Zamknęłam okno, żeby wiatr nie wpadał do pokoju zbyt mocno.
Nie dlatego, że bałam się już spojrzeć na wodę.
Po prostu nauczyłam się, że mogę sama decydować, kiedy otworzyć okno, kiedy je zamknąć i komu pozwolić wejść do mojego życia.
Esteban odebrał mi złudzenie, że miłość zawsze oznacza bezpieczeństwo. Ale nie odebrał mi przyszłości.
Na morzu nie uratował mnie człowiek, który przysięgał, że mnie kocha. Uratował mnie nieznajomy, który po prostu nie odwrócił wzroku.
A później, kiedy wróciłam do życia, sama wyciągnęłam rękę po wszystko, co próbował mi odebrać: godność, niezależność i prawo do decydowania o własnym losie.
Tym razem nie czekałam, aż ktoś mnie uratuje.