Jason mocniej zacisnął rękę na mojej talii.
— Nie rób scen, Sophia — syknął przez zęby.
Spojrzałam na niego.
Na potrzeby kamer wciąż miał na twarzy przyklejony uśmiech.
Ale jego oczy mówiły coś zupełnie innego.
Były zimne.
— Wiedziałeś o tym? — zapytałam.
Nie odpowiedział.
Eleanor uniosła kieliszek.
— Wznieśmy toast za nowożeńców, za rodzinę… i za ten cudowny dom, który już wkrótce połączy nas wszystkich!
Wtedy moja mama podeszła do mnie.
Nie krzyczała. Nie płakała.
Po prostu wyjęła mikrofon z ręki Eleanor i wypowiedziała zdanie, po którym Jason natychmiast cofnął rękę z mojej talii:
— Jaka szkoda, Eleanor… że to mieszkanie już nie należy do Sophii.
CZĘŚĆ 2
— Co to znaczy, że już nie należy do Sophii? — zapytała Eleanor.
Jej głos wciąż brzmiał słodko, ale pod koniec wyraźnie się załamał.
Mama nie odpowiedziała od razu. Stała przed dwustoma gośćmi, trzymając mikrofon tak, jakby ważył mniej niż prawda, którą właśnie ujawniła.
Przestałam oddychać.
Jason również.
Czułam, jak jego dłoń — ta sama, która jeszcze przed chwilą ściskała moją talię — zaciska się teraz w pięść przy jego udzie.
— Dokładnie to, co powiedziałam — odparła mama. — Mieszkanie na Upper East Side nie jest już zapisane na moją córkę.
Po sali przeszedł szmer.
To nie był jeszcze wybuch oburzenia. Raczej ten cichy, jadowity odgłos, kiedy ludzie pochylają się ku sobie, by lepiej przyjrzeć się czyjemuś nieszczęściu.
Eleanor kilkakrotnie zamrugała.
— Nie rozumiem. Sophia mówiła nam, że to jej mieszkanie.
— Bo tak było — odpowiedziała mama.
Jason nagle ruszył w stronę mikrofonu.
— Co ty zrobiłaś, Sophia?
Sposób, w jaki to powiedział, zmroził mi krew.
Nie zapytał: „Co się stało?”. Nie zapytał: „Wszystko w porządku?”.
Zapytał: „Co zrobiłaś?”, jakbym popełniła przestępstwo. Jakby to nie on właśnie zdradzał mnie, próbując przejąć mój dom.
Mama po raz pierwszy spojrzała mu prosto w oczy.
— Ona niczego nie zrobiła. To ja ją o to poprosiłam.
Jason ciężko przełknął ślinę. Mięśnie wokół jego oczu napięły się.
— Proszę pani, z całym szacunkiem, to nie pani sprawa.
Mój ojciec wstał od stolika.
Powoli.
Ten człowiek, który zawsze pozwalał mamie mówić pierwszej, bo twierdził, że ma celniejsze argumenty, ruszył w naszą stronę, nie spuszczając wzroku z Jasona.
— W chwili, gdy twoja matka ogłosiła przy wszystkich, że zamierza zamieszkać w nieruchomości mojej córki, stało się to naszą sprawą — powiedział.
Eleanor parsknęła cichym śmiechem.
— Och, dajcie spokój. Nie przesadzajmy. To był zwykły rodzinny komentarz, niewinny żart.
Mama uniosła brwi.
— Żart?
— Oczywiście! — odparła Eleanor, zwracając się do gości. — Przecież świętujemy. W dzisiejszych czasach teściowa nie może już niczego powiedzieć, żeby zaraz nie oskarżono jej o polowanie na cudzy majątek.
Kilka kobiet zaśmiało się cicho, wyraźnie zakłopotanych.
Jason przysunął się do mnie.
— Kochanie, oddaj mi mikrofon. Załatwimy to na osobności.
To jego „kochanie” zabrzmiało teraz jak zużyta serwetka, którą ktoś podał już zbyt wielu osobom.
— Wiedziałeś, że twoja matka planuje wprowadzić się do mojego mieszkania? — zapytałam.
Uśmiechnął się, ale jego oczy pozostały zimne.
— To nie tak.
— Więc jak?
— To była jedna z możliwości na przyszłość. Mama jest sama. Ty masz dużo miejsca. Moglibyśmy przez jakiś czas mieszkać z nią, zanim…
— Zanim co?
Jason zacisnął szczękę.
Mama ani na chwilę nie spuszczała z niego wzroku.
Eleanor ponownie zabrała głos.
— Zanim nauczycie się prowadzić małżeństwo. Z całym szacunkiem, Sophio, zawsze żyłaś pod kloszem. Takie mieszkanie dla dwojga świeżo upieczonych małżonków to zdecydowanie za dużo. Woda sodowa uderza do głowy.
Zaśmiałam się.
Nie był to ładny śmiech. Krótki, ostry, wyrwał mi się z gardła, zanim zdążyłam go powstrzymać.
— Moje mieszkanie jest dla mnie za dobre, ale dla pani w sam raz?
Muzyka w tle nagle ucichła. Nie wiedziałam, czy DJ sam zorientował się, że przyjęcie właśnie dobiegło końca, czy ktoś dał mu znak.
Cisza stała się przytłaczająca.
Jason chwycił mnie za ramię.
— Wystarczy.
Zabolało mnie to. Nie dlatego, że ścisnął zbyt mocno, lecz dlatego, że zrobił to odruchowo. Jakbym była rzeczą, którą można przesunąć, żeby łatwiej ukryć własny wstyd.
Ojciec zrobił krok do przodu.
— Puść ją.
Jason natychmiast cofnął rękę.
Eleanor przestała udawać.
Jej twarz zmieniła się w jednej chwili, na oczach wszystkich. Elegancka teściowa z idealnym uśmiechem zniknęła. Została kobieta wściekła i zachłanna, wbijająca paznokcie w kieliszek.
— To upokorzenie! — syknęła.
Mama lekko przechyliła głowę.
— Nie, Eleanor. Upokorzeniem było zabranie mikrofonu na ślubie mojej córki i ogłoszenie, że ma pani już plany wobec czegoś, co do pani nie należy.
— To było dla rodziny!
— Nie. To było dla pani.
Jason stanął między nimi.
— Mamo, przestań.
Ale Eleanor nie zamierzała się uciszyć.
— Nie mów mi, żebym przestała! — warknęła. — Sam mi powiedziałeś, że wszystko jest już załatwione! Powiedziałeś, że Sophia zrobiła wszystko, o co ją prosiłeś!
Cała sala to usłyszała.
Poczułam, jak coś we mnie pęka. Coś gorącego.