Następnego ranka, kiedy zeszłam na dół na śniadanie, na lodówce przyklejona była nowa żółta karteczka. Tym razem jednak miała dwa różne kroje pisma. Jeden był schludny i pisany kursywą, a drugi duży i kanciasty, napisany czarnym markerem.

„W końcu kupiliśmy spodnie w rozmiarze 34”.
„I nie, nie pożyczę ci ich. Kocham cię, zrzędliwa sprzedawczyni”.