— Więc dlaczego nic nie zrobiłeś?
— Bo tym razem chcę, żeby odpowiedział za swoje czyny przed sądem. Nie pozwolę, żeby znów wszystko załatwiono kolejnymi groźbami.
Clara dostrzegła w jego oczach szczery ból.
— Nikt nigdy nie zrobił czegoś takiego dla dziecka, którego prawie nie znał — ciągnął Damián. — Ty je ochroniłaś, podczas gdy wszyscy inni woleli odwrócić wzrok.
Clara poczuła, że ma ochotę się rozpłakać.
Wtedy jednak zauważyła rzekomego sommeliera, który szedł za ochroniarzami Damiána.
Na przedramieniu niósł białą serwetkę.
Pod nią wyraźnie odznaczał się metalowy przedmiot.
— Damián — szepnęła. — Oni chcą cię zabić.
Jej mąż dyskretnie rozejrzał się po sali.
Zobaczył uśmiechającego się Lorenza.
Dantego, który właśnie wsunął rękę pod marynarkę.
Oraz kilku mężczyzn zajmujących strategiczne pozycje przy kolumnach.
Zrozumiał, że wesele było pułapką.
— Kiedy muzyka ucichnie, padnij na podłogę — rozkazał.
Kwartet zakończył ostatni utwór.
W tej samej chwili rozległ się pierwszy strzał.
Damián odepchnął Clarę za stół i przewrócił go, tworząc osłonę.
Na sali wybuchła panika.
Fałszywi kelnerzy wyciągnęli broń.
Goście rzucili się w stronę drzwi, których nie dało się otworzyć.
A gdy ochroniarze Damiána próbowali powstrzymać napastników, Lorenzo chwycił za mikrofon.
— Opuśćcie broń albo zabijemy pannę młodą!
Dante pojawił się, trzymając Sofíę w uścisku.
Przystawił jej pistolet do ciała.
— Na kolana, Cárdenas! — ryknął. — Albo twoja młodsza siostrzyczka już stąd nie wyjdzie żywa!
Damián powoli odłożył broń.
Clara patrzyła, jak jej mąż rusza w stronę ludzi, którzy zamierzali go zamordować.
Wtedy dostrzegła ciężki metalowy pręt leżący pod przewróconym wózkiem kelnerskim.
Znajdował się zaledwie kilka metrów od niej.
I właśnie wtedy zrozumiała, że Villarrealowie popełnili tej nocy poważny błąd.
Wszyscy patrzyli na Damiána.
Nikt nie zwracał uwagi na kobietę, którą przed chwilą potraktowali jak śmiecia.
CZĘŚĆ 3
Damián Cárdenas przez większą część życia był przekonany, że strach to jedyny sposób na przetrwanie.
Dorastał wśród mężczyzn, którzy nigdy nie przepraszali, interesów załatwianych za pomocą gróźb i rodzin, które posłuszeństwo nazywały lojalnością.
Jednak tamtej nocy, stojąc przed setkami przerażonych gości, odkrył coś, czego nigdy wcześniej sobie nie wyobrażał.
Mógł stracić całą swoją władzę i wcale by go to nie obchodziło.
Przerażała go tylko myśl, że może stracić siostrę i kobietę, którą nauczył się kochać zbyt późno.
— Na kolana! — wrzasnął ponownie Dante.
Twarz Sofíi była zalana łzami.
Suknia ślubna, którą Clara uszyła z tak wielką starannością, była rozdarta i poplamiona winem. Maleńkie perły połyskiwały między fałdami jedwabiu.
Damián spojrzał na siostrę.
— Spokojnie, Sofío. Wyciągnę cię stąd.
— Zamknij się! — ryknął Dante, mocniej dociskając broń do jej ciała.
Lorenzo Villarreal powoli podszedł do Damiána i stanął naprzeciwko niego.
Na jego twarzy malował się triumfalny uśmiech.
— Zawsze uważałeś się za mądrzejszego od nas — powiedział. — Twój ojciec popełnił dokładnie ten sam błąd.
Damián podniósł głowę.
— Mój ojciec nie żyje od dwunastu lat.
— A ty nadal nie wiesz, ile osób przyczyniło się do jego upadku.
Te słowa całkowicie go zaskoczyły.
Lorenzo podszedł jeszcze bliżej.
— Myślałeś, że świętujemy wesele. Ale dzisiaj ród Cárdenasów przestanie istnieć.
Damián wreszcie zrozumiał prawdziwą skalę zdrady.
Nie chodziło im wyłącznie o przejęcie jego przedsiębiorstw.
Chcieli go wyeliminować, wykorzystać Sofíę jako zakładniczkę i przejąć szlaki handlowe oraz nieruchomości, które obie rodziny uwzględniły w swoich umowach.
Małżeństwo było jedynie pretekstem.
Wesele — starannie zaplanowaną zasadzką.
— Andrés też o wszystkim wiedział? — zapytał Damián.
Młody pan młody, ukryty za plecami ojca, odwrócił wzrok.
To wystarczyło.
Sofía wydała z siebie zduszony szloch.
— Andrés, powiedz, że to nieprawda.
Mężczyzna milczał.
— Ożeniłeś się ze mną, wiedząc, że zamierzają zabić mojego brata?!
— Nie chciałem, żeby sprawy zaszły aż tak daleko — wymamrotał w końcu Andrés.
— Ale wiedziałeś.
Głos Sofíi całkowicie się załamał.
Andrés nie potrafił odpowiedzieć.
Lorenzo uniósł rękę, domagając się ciszy.
— Koniec tego przedstawienia. Damián, chcę, żebyś podpisał dokumenty, które przygotowaliśmy. Potem zdecydujemy, co z tobą zrobić.
Damián zaśmiał się gorzko.
— Nawet jeśli podpiszę, i tak mnie zabijecie.
— Przynajmniej do samego końca zachowałeś rozum.
Podczas gdy obaj mężczyźni rozmawiali, Clara powoli przesuwała się po podłodze.
Jej czarna sukienka była pokryta kurzem.
Rany na palcach ponownie zaczęły krwawić.
Każdy ruch wywoływał przeszywający ból w żebrach.
Mimo to nie przestawała się czołgać.
Nie mogła zapomnieć twarzy Lea, kiedy Dante uniósł nad nim żelazny pręt.
Nie mogła też zapomnieć drżących dłoni Sofíi, która pokazywała jej zdjęcie sukni, o jakiej od dawna marzyła.
Sofía była jedyną osobą z tej rodziny, która kiedykolwiek podała jej filiżankę kawy i zapytała, czy jest szczęśliwa.
A teraz miała umrzeć z rąk mężczyzny, którego właśnie poślubiła.
Clara dotarła do przewróconego wózka.
Metalowy pręt zaklinował się pod jednym z kół.
Ostrożnie go wysunęła.
Był ciężki.
Zbyt ciężki dla jej poranionych dłoni.
Wzięła głęboki oddech i zmusiła się do wstania.
Dante stał do niej plecami.
Wszyscy uzbrojeni mężczyźni pilnowali Damiána.
Nikt nie spodziewał się, że Clara odważy się cokolwiek zrobić.