Nie miał pojęcia, że posiadam znacznie więcej niż jedną nieruchomość.

Diego przejrzał dokumenty i zapytał, czy mam jeszcze jakieś aktywa.

Wyjęłam szarą teczkę, którą od lat przechowywałam w sejfie.

— Mam udziały, które odziedziczyłam po dziadku, jeszcze zanim poznałam Rodrigo. Nie są częścią żadnego wspólnego majątku.

Diego przeczytał pierwszą stronę.

Zdjął okulary i przeczytał ją jeszcze raz.

— Mariana, czy twój mąż wie, ile to jest warte?

— Nigdy mnie o to nie zapytał.

Diego zostawił otwartą teczkę między nami.

— W takim razie musisz zrozumieć jedną rzecz, zanim rozpoczniemy postępowanie. Rozdzielność majątkowa chroni twoje prawa, ale będziemy musieli udokumentować pochodzenie tych udziałów i każdą transakcję z nimi związaną.

Skinęłam głową.

Zachowałam wszystkie dokumenty właśnie dlatego, że dziadek nauczył mnie, jak ważne jest porządne archiwizowanie spraw majątkowych.

Kiedy Diego dotarł do najnowszej wyceny, przestał pisać.

— Czy Rodrigo naprawdę uważa, że jesteś od niego finansowo zależna?

W tej samej chwili zadzwonił mój mąż.

Diego spojrzał na ekran i poczekał.

Pozwoliłam telefonowi dzwonić.

Mój prawnik odwrócił w moją stronę ostatnią stronę dokumentacji. Widniała na niej kwota, której nikt z rodziny Rivasów nigdy nie chciał poznać.

— Bo jeśli jego prawnicy zobaczą ten dokument — powiedział — następna kłótnia nie będzie już dotyczyć twojej wiadomości wysłanej o świcie.

CZĘŚĆ 2

Przycisnęłam szarą teczkę do piersi, podczas gdy Diego wyjaśniał mi kolejne kroki.

— Niczego nie będziemy ukrywać ani wykorzystywać tych informacji do szantażowania twojego męża. Kiedy przyjdzie czas na ujawnienie majątku, przedstawimy kompletną dokumentację.

— Właśnie tego chcę — odpowiedziałam.

Wychodząc z kancelarii, dostałam wiadomość od Rodrigo.

Napisał, że wróci tego wieczoru do domu i lepiej, żebym na niego czekała.

Nie odpisałam.

W domu wciąż miałam ubrania, książki i fotografię ślubną stojącą na półce. Musiałam je zabrać, zanim jego rodzina pojawi się tam, by zamienić naszą separację w kolejne negocjacje na temat mojego zachowania.

O 20:30 usłyszałam samochód Rodrigo przed bramą.

Klęczałam właśnie przy jednym z kartonów, kiedy drzwi gwałtownie się otworzyły.

Rodrigo wszedł do sypialni w tej samej białej koszuli, którą miał na zdjęciu z tarasu.

Pod oczami miał cienie, a włosy w nieładzie.

— Co ty sobie wyobrażasz, Mariana?

— Przestałam na ciebie czekać.

Wskazał ręką na telefon.

— Ponad pięciuset pracowników przeczytało twoją wiadomość! Wiesz, ilu wspólników już do mnie dzwoniło?

— Nie. Tak samo jak nie wiedziałam, gdzie byłeś zeszłej nocy.

Zamknął drzwi i zaczął chodzić między kartonami.

— Zrobiłaś z prywatnej sprawy kryzys wizerunkowy całej firmy.

— Przez wiele miesięcy próbowałam rozmawiać z tobą na osobności. Nigdy nie chciałeś słuchać.

Rodrigo podniósł nasze zdjęcie ślubne.

Przez trzy lata stało w tym samym miejscu na komodzie.

— Naprawdę zamierzasz zniszczyć małżeństwo przez jeden wpis?

Powoli wstałam.

— Wpis był mój. Noce poza domem należały do ciebie.

— Fernanda jest ważna dla mojej pracy.

— Spałeś z nią zeszłej nocy?

Zacisnął szczękę.

— Nie będziesz mnie przesłuchiwać, jakbym był przestępcą.

— Zadałam ci pytanie jako żona.

Spuścił wzrok i przetarł dłonią czoło.

— Byłem z nią. Ale cała sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż ci się wydaje.

Zrobiło mi się niedobrze, choć od wielu godzin wyobrażałam sobie, że właśnie tak odpowie.

— Zostałeś u niej w mieszkaniu?

— Mariana, proszę cię…

Nie wytrzymałam i zaśmiałam się gorzko.

— Czyli nawet teraz nie potrafisz powiedzieć mi prawdy, nie prosząc wcześniej, żebym przestała zadawać pytania.

Usiadł na brzegu łóżka.

Pomyślałam o dniu, w którym poznaliśmy się w deszczowym Coyoacán.

Pożyczył mi wtedy swoją marynarkę, żebym mogła dojść do kawiarni i nie przemoknąć do suchej nitki.

Przypomniałam sobie mężczyznę, który potrafił słuchać mnie godzinami.

Ten, który siedział teraz przede mną, słyszał chyba tylko odgłos rozpadającej się reputacji.

— Dział komunikacji twierdzi, że będziemy musieli wydać oficjalne oświadczenie — mruknął.

— Zrób, co musisz, w swojej firmie. Ja nie będę twierdzić, że coś sobie wymyśliłam, tylko po to, żeby cię chronić.

— Wspomniałaś o pracownicy na forum, które czytają wszyscy.

— Wiem. Nie powinnam była wciągać jej w tę sprawę. Nie zamierzam tego powtarzać ani namawiać kogokolwiek, żeby ją nękał. Ale to nie zmienia tego, co zrobiłeś mnie.

Rodrigo spojrzał na kopertę leżącą na biurku.

To była kopia projektu porozumienia rozwodowego.

Wziął ją do ręki.

— Zatrudniłaś już prawnika?

— Tak.

— Kogo?

— Diega Santillána.

Zmarszczył brwi, rozpoznając nazwisko.

— Ta kancelaria kosztuje fortunę. Już rozumiem.

— Co takiego rozumiesz?

— Że chodzi ci o pieniądze. Jeśli chcesz zmienić warunki, które podpisaliśmy przed ślubem, możemy porozmawiać. Mogę zaoferować ci rozsądną kwotę.

Jedna część mnie chciała krzyczeć. Druga była już zbyt zmęczona.

— Nie chcę udziałów w Grupo Rivas, twojej pensji ani twojego nazwiska. Chcę zabrać swoje rzeczy i dostać rozwód.

— Wszyscy tak mówią, zanim zaczynają stawiać żądania.

Spojrzałam na niego i nie odpowiedziałam.

Właśnie przyznał, że spędził noc z inną kobietą, a mimo to nadal uważał, że mój ból można przeliczyć na pieniądze.

— Wyjdź z sypialni, Rodrigo. Muszę dokończyć pakowanie.