— Proszę pani, syn zapewnił mnie, że chce pani sprzedać nieruchomość, żeby opłacić leczenie — powiedział, spoglądając na Ramira. — Bez pani zgody i odpowiednich dokumentów nie możemy jednak niczego zrobić.
Wyjął z teczki kartkę zatytułowaną „propozycja zakupu”. Nie było na niej mojego podpisu. Nie stanowiła też aktu własności ani ważnej umowy uprawniającej kogokolwiek do rozporządzania moim domem.
Ramiro zdążył już jednak przyjąć dwadzieścia tysięcy pesos tytułem rezerwacji nieruchomości. Pieniądze trafiły bezpośrednio na jego konto.
— Powiedziałeś, że twoja matka się zgodziła — zwrócił się do niego Esteban.
— I zgodzi się — odpowiedział mój syn. — Po prostu denerwuje się przez stan zdrowia.
— Proszę opuścić mój dom — powiedziałam do pośrednika. — I zachować wszystkie wiadomości. Być może będą potrzebne do wyjaśnienia sprawy zaliczki.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły, Ramiro podszedł tak blisko, że poczułam zapach jego wody kolońskiej.
— Robisz ze mnie oszusta.
— Wziąłeś pieniądze za coś, czego nie masz prawa sprzedać.
— Jestem twoim spadkobiercą.
— A ja jestem twoją matką. Żyję. I nie dałam ci żadnego upoważnienia do sprzedaży mojego domu.
Ramiro zabrał z komody teczkę z dokumentami własności i wsunął ją pod pachę. Chciałam ją odzyskać, ale odsunął się i wyszedł, nie słuchając ani jednego mojego słowa.
Sam fakt posiadania dokumentów nie dawał mu prawa do sprzedaży domu. Mógł jednak nadal wchodzić do środka, bo wciąż miał klucz.
Tego wieczoru wezwałam ślusarza. Lucía była przy mnie, kiedy wymieniał zamek.
Następnego dnia poszłyśmy razem do banku. Poprosiłam o zablokowanie dotychczasowego dostępu do konta, odłączenie wszystkich powiązanych urządzeń i udostępnienie pełnej historii transakcji.
Potem złożyłam zawiadomienie w prokuraturze w sprawie nieautoryzowanych przelewów. Dołączyłam potwierdzenia bankowe i wiadomości, w których Ramiro przyznawał, że wykorzystał moje pieniądze.
Wiedziałam, że dochodzenie może potrwać. Nie mogłam jednak uzależniać operacji od jego wyniku.
Kolejny cios przyszedł w sobotę.
Lucía pokazała mi wpis swojej matki, Móniki, która prowadziła salon kosmetyczny. Na zdjęciu pozowała przed lustrem z markową torebką i kieliszkiem w dłoni. W opisie napisała, że Ramiro sprawił jej ten prezent z okazji rocznicy.
Na jednym ze zdjęć było widać metkę z ceną: sto czterdzieści dziewięć tysięcy dziewięćset pesos.
— W piątek poszli ją kupić — wyszeptała Lucía. — Mama od miesięcy domagała się od niego takiego prezentu.
Rozpoznałam datę. Pokrywała się z terminem pierwszych przelewów.
Ramiro opowiadał mi o pilnych długach, a jednocześnie finansował luksusowy zakup.
Lucía powiedziała, że pokłóciła się z rodzicami, kiedy zapytała ich, skąd wzięli pieniądze.
— Mama powiedziała, że ty już przeżyłaś swoje życie, a ona też zasługuje na coś ładnego.
Nie mogłam jeszcze udowodnić, która karta została użyta do zapłaty za torebkę. Zachowałyśmy jednak publikację, a ja poprosiłam bank o uwzględnienie zbieżności dat w mojej reklamacji.
Jeśli wcześniej dopuszczałam myśl, że Mónica nie wiedziała o kradzieży, po tych słowach zaczęłam w to poważnie wątpić.
— Zamieszkam z tobą — powiedziała Lucía. — Nie chcę już słuchać, jak mówią o tobie w ten sposób.
— Przyjdź, jeśli naprawdę tego chcesz, a nie po to, żeby ich ukarać — odpowiedziałam. — Dla ciebie zawsze znajdzie się tu miejsce.
W bankowych potwierdzeniach zauważyłam jeszcze jeden szczegół. Ramiro wpisał w tytule przelewów słowa „pożyczka rodzinna”.
Nigdy nie pożyczyłam mu tych pieniędzy.
Napisałam do niego wiadomość, pytając, kiedy zamierza je oddać. Odpowiedział, że powinnam mu podziękować, bo przynajmniej on zajmie się opłaceniem mojego pogrzebu.
Zachowałam tę rozmowę.
Lucía przeczytała jego odpowiedź, zasłoniła usta dłonią i przez długi czas nie potrafiła wydobyć z siebie słowa.
Teraz rozumiałyśmy, dlaczego Ramiro rozpowiadał rodzinie o mojej rychłej śmierci, zanim jakikolwiek lekarz choćby zasugerował coś podobnego.
Potrzebował, żeby inni uwierzyli w jego wersję wydarzeń: staruszka, która jest już jedną nogą w grobie, nie potrafi sama decydować o swoich oszczędnościach ani majątku.
W niedzielę otworzyłam pudełko na przybory do szycia. Wyjęłam fakturę za mazdę, umowę kupna i zapasowy kluczyk.
W 2021 roku zapłaciliśmy za nią czterysta dziesięć tysięcy pesos. Ramiro nie dołożył ani jednego peso do zakupu. Pokrywał jedynie koszty paliwa i od czasu do czasu płacił za przegląd.
Wtedy Lucía przypomniała sobie o starym piśmie dotyczącym alimentów, o którym jej wspominałam.
Jej ojciec miał syna z poprzedniego związku, jeszcze zanim ożenił się z Mónicą. Wiedziałam, że ten chłopak istnieje, ale Ramiro od lat nie pozwalał mi go szukać.
Miał na imię Daniel.
Stary kredyt, o którym opowiadał mój syn, nie wyjaśniał wszystkich jego problemów. Część jego zobowiązań wynikała z niewypełnionych obowiązków wobec własnej rodziny.
Nie miałam jednak czasu, żeby teraz zajmować się Danielem. Zleciłam wycenę samochodu w dwóch salonach i zadzwoniłam do prawniczki, żeby dowiedzieć się, jak formalnie cofnąć zgodę na użytkowanie pojazdu przez Ramira.
Chciałam zrobić to zgodnie z prawem, bez wciągania kogokolwiek w niepotrzebne oskarżenia o kradzież.
W poniedziałek wysłałam synowi oficjalne wezwanie. Miał oddać mi samochód, kluczyki i dokumenty w ciągu czterdziestu ośmiu godzin.
Odebrał wiadomość i natychmiast odpisał:
— Nawet nie waż się ruszać mojej mazdy. Powiem wszystkim, że postradałaś zmysły, a Lucía tobą manipuluje.