Isabel cofnęła się, a Eva natychmiast stanęła u jej boku.
Wtedy jeden z inwestorów ogłosił, że jego fundusz wstrzymuje udział w projekcie do czasu wyjaśnienia sprawy i zbadania dokumentów.
Kolejny sięgnął po telefon, by skontaktować się ze swoim doradcą.
Eugenia zaczęła nerwowo zbierać papiery, ale nikt nie chciał już niczego podpisywać.
W ciągu zaledwie kilku minut prezentacja, która miała być triumfem Juliána, zamieniła się w serię niewygodnych pytań, na które nie potrafił odpowiedzieć.
— Jeszcze pożałujesz — rzucił do Isabel, gdy kierowała się do wyjścia.
— Już żałuję, że ci uwierzyłam. Nie zamierzam popełnić tego samego błędu drugi raz.
W drodze powrotnej do Monterrey Isabel nie czuła radości.
Wciąż pamiętała noce spędzone na pracy do granic wytrzymałości i poczucie winy, że nie zarabia wystarczająco dużo, by zapewnić matce wszystko, czego potrzebowała.
Jednak gdy weszła do pokoju Rosy, znalazła coś, czego nigdy nie miała w rezydencji Juliána: wyciągniętą dłoń, za którą nie kryły się żadne warunki.
— Wybacz mi, mamo, że tak wiele przed tobą ukrywałam — wyszeptała.
— Nie potrzebuję idealnej córki — odpowiedziała Rosa. — Potrzebuję, żebyś była wolna.
Kolejne miesiące nie były łatwe.
Prawniczka rozpoczęła procedurę rozwodową i zgłosiła sprawę manipulowania zadłużeniem pracowni. Organy ścigania zaczęły przyglądać się transakcjom firmy deweloperskiej Juliána, a kilku wspólników wycofało swoje inwestycje.
Nie było natychmiastowego wyroku ani cudownego odzyskania wszystkiego, co straciła.
Julián jednak stracił projekt, reputację i kontrolę, którą tak bardzo wierzył, że ma nad Isabel.
Eugenia przestała wydawać polecenia w imieniu potężnej rodziny, która teraz sama musiała tłumaczyć się ze swoich finansów.
Dzięki przejrzystemu porozumieniu dotyczącym spłat i życzliwemu wsparciu innych ludzi Rosa mogła kontynuować leczenie.
Niektóre dni były dla niej bardzo trudne. W inne potrafiła już dojść o własnych siłach do pracowni, by wypić kawę z krawcowymi.
Isabel odzyskała kontrolę nad swoimi zobowiązaniami i zachowała działkę na własność.
Odrzuciła pierwszą ofertę jej zakupu. Po raz pierwszy w życiu miała czas, by podjąć decyzję bez presji i strachu.
Pewnego popołudnia zawiesiła nad wejściem do pracowni nowy szyld:
„Pracownia Krawiecka Rosa i Isabel”.
Nie był to luksusowy biznes, ale stoły uginały się od zamówień, a Isabel zatrudniła dwie sąsiadki, które również potrzebowały pracy.
Rosa przesunęła palcami po namalowanych literach i uśmiechnęła się.
— Twój ojciec byłby z ciebie dumny.
Isabel spojrzała na swoje dłonie, poorane drobnymi śladami po igłach.
Julián sądził, że zwykła krawcowa potrafi jedynie spuszczać głowę.
Nigdy nie zrozumiał, że potrafi również rozpruć szew, który od początku był krzywy.