— Zarząd już zebrał się na gali. Dotarły również dokumenty, o które prosiłaś.

— A nagranie?

— Zostało zweryfikowane przez dwóch niezależnych ekspertów.

Lucía dotknęła ekranu.

W pomieszczeniu rozległ się głos Álvara.

— Lucía nigdy niczego nie sprawdza. Jeśli dojdzie do rozwodu, powiemy, że nie zna się na finansach i od lat jest ode mnie całkowicie zależna.

Chwilę później odezwała się Violeta:

— A jeśli odmówi podpisania dokumentów?

— Moja matka powie, że od zawsze była niestabilna psychicznie. Przy odpowiedniej presji w końcu podpisze.

Irene spojrzała na matkę.

Lucía natychmiast zatrzymała nagranie. Nie chciała, żeby córka usłyszała cokolwiek więcej.

To odkrycie zmieniło wszystko.

Romans bolał, ale prawdziwym ciosem było zrozumienie, że Álvaro nie tylko zamierzał ją zastąpić. Chciał wykorzystać dziewięć lat milczenia, upokorzeń i lekceważenia, by stworzyć obraz kobiety niezdolnej do samodzielnego życia.

Mateo odetchnął głęboko.

— Możemy jeszcze dziś wieczorem wstrzymać odnowienie kredytu.

Lucía pokręciła głową.

— Najpierw chcę, żeby uwierzył, że wszystko już osiągnął.

— Gdzie posadzimy rodzinę Rivas?

Lucía spojrzała na plan sali.

— W pierwszym rzędzie. Naprzeciwko sceny.

Następnie otworzyła szafę.

W środku wisiała srebrzystoniebieska suknia, którą Amalia Valdés zamówiła wiele lat wcześniej z myślą o przyszłym publicznym wystąpieniu. Nigdy jednak nie miała okazji jej założyć.

Irene wskazała na drugą, mniejszą sukienkę w tym samym odcieniu.

— Ta jest dla mnie?

Lucía skinęła głową.

O 22:06 przed Pałacem Alborán zatrzymał się oficjalny samochód. Budynek rozświetlały setki świec i kryształowych lamp.

W środku Álvaro wznosił toast z Violetą, przekonany, że jego żona wciąż siedzi w domu i sprząta kuchnię.

Nie zauważył, kiedy podjechał samochód.

Nie widział, jak wysiada z niego Lucía.

Pierwszą rzeczą, którą dostrzegł, był cały zarząd Valdés Capital, który jednocześnie wstał z miejsc.

A potem zobaczył swoją córkę, trzymającą za rękę kobietę, którą jeszcze niedawno nazywał nikim niewartą uwagi.

Obie schodziły po wielkich schodach, jakby cały pałac od dawna czekał właśnie na nie.

CZĘŚĆ 3

Szept rozszedł się po sali, zanim Lucía dotarła do ostatniego stopnia.

Nie chodziło wyłącznie o srebrzystoniebieską suknię czy szafir, który należał niegdyś do Amalii Valdés.

Największe wrażenie robiła reakcja zgromadzonych gości.

Dyrektorzy, z którymi Álvaro bezskutecznie próbował spotkać się od miesięcy, wstawali, żeby ją powitać. Prezes fundacji przerwał rozmowę i osobiście ruszył jej na spotkanie.

— Pani Valdés, dziękujemy, że wreszcie zechciała pani przybyć osobiście.

Álvaro odstawił kieliszek na stół.

— Pani Valdés?

Lucía zatrzymała się kilka metrów od niego, wciąż trzymając Irene za rękę.

Obok niej pojawił się Mateo Ferrer.

— Pani Lucía Valdés jest prezeską zarządu i większościową udziałowczynią Valdés Capital.

Twarz Álvara momentalnie straciła kolor.

— To niemożliwe.

Carmen poderwała się z miejsca.

— Przecież jej rodzina miała pasmanterię!

Lucía spojrzała na nią spokojnie.

— Moja babcia zaczynała od pasmanterii. Nikt jednak nie powiedział, że na tym skończyła.

Álvaro zrobił krok w jej stronę.

— Dlaczego ukrywałaś to przede mną przez dziewięć lat?

— Bo chciałam się przekonać, czy potrafisz kochać kobietę, którą nie możesz się pochwalić przed innymi.

Spojrzała na Violetę.

— Dziś wieczorem dostałam odpowiedź.

Prezes Fundacji Horizonte poprosił gości o zajęcie miejsc. Na ekranach pojawiło się logo Valdés Capital.

Álvaro usiadł z opóźnieniem.

Przez cały wieczór chwalił się, że miejsce przy pierwszym stole oznacza, iż odnowienie finansowania w wysokości 38 milionów euro zostało już zatwierdzone.

Lucía weszła na scenę.

Irene została pod opieką jednej z dyrektorek fundacji, z dala od najtrudniejszych szczegółów całej sprawy.

— Ta gala finansuje stypendia, szpitale dziecięce i programy wspierające niezależność ekonomiczną — rozpoczęła Lucía. — Dlatego Valdés Capital przekaże dodatkowe sześć milionów euro na projekty pomagające rodzinom, w których pieniądze wykorzystywane są jako narzędzie kontroli.

Carmen spuściła wzrok.

Lucía kontynuowała:

— Jednak firma, która wymaga odpowiedzialności od innych, musi również egzekwować ją we własnych inwestycjach.

Na ekranie pojawiła się nazwa Rivas Proyectos.

Álvaro natychmiast wstał.

— Lucía, to nie jest odpowiednie miejsce.

— Usiądź.

Nie podniosła głosu.

Dwóch pracowników ochrony zbliżyło się do niego i Álvaro wrócił na swoje miejsce.

Na ekranach pojawiły się przelewy, faktury i spółki powiązane z kontraktami jego firmy. Pokazano wyłącznie transakcje potwierdzone przez audytorów.

Mateo wyjaśnił, że w ciągu ośmiu miesięcy wykryto nieprawidłowe płatności, zmieniane zatwierdzenia oraz faktury wystawiane przez firmę konsultingową, która w rzeczywistości nie prowadziła żadnej działalności.

Violeta spojrzała na Álvara.

— Mówiłeś mi, że wszystko zostało już uregulowane.

— Zamknij się.

Kilka osób usłyszało tę wymianę zdań.

Lucía zachowała spokój.

— Prywatna relacja między moim mężem a panią Serrano należy do mojego życia osobistego. Nie ona jest powodem tego audytu.

Álvaro natychmiast chwycił się tych słów.

— A więc mieszasz nasze małżeństwo z moją firmą!

— Nie. To ty je pomieszałeś, kiedy wykorzystałeś spółkę powiązaną z tą kobietą do wyprowadzania pieniędzy z przedsiębiorstwa finansowanego przez nas.

Na ekranie pojawił się kolejny dokument.

Tym razem był to łańcuch wewnętrznych wiadomości e-mail.

Violeta wstała.

— Ja tego nie podpisywałam.

Mateo odpowiedział spokojnie:

— Nikt nie powiedział, że pani to zrobiła.