Spłata długu, który pozostawił po sobie don Ernesto.

Koszty pogrzebu.

A potem akt własności mieszkania, w którym właśnie się znajdowaliśmy.

Zaczęłam w myślach dodawać kolejne liczby.

Suma niemal idealnie odpowiadała pieniądzom uzyskanym ze sprzedaży domu.

Nie było żadnego tajemniczego przelewu.

Żadnego prezentu dla wnuka Lourdes.

Pod dokumentami znalazłam notatkę od pośrednika nieruchomości. Lourdes po prostu poleciła Teresie znajomego agenta, który pomógł jej znaleźć mieszkanie z windą.

Poczułam, jak robi mi się gorąco na twarzy.

Teresa pojawiła się w drzwiach z dzbankiem kawy i zobaczyła mnie trzymającą jej dokumenty.

Przez kilka sekund nic nie mówiła.

W końcu odstawiła dzbanek na karton.

— Skoro już je czytasz, to przeczytaj do końca.

Spuściłam wzrok.

— Myślałam, że rozdałaś te pieniądze.

— Wiem.

— Dlaczego mi niczego nie wyjaśniłaś?

Teresa parsknęła krótkim, pozbawionym rozbawienia śmiechem.

— A dlaczego miałabym prosić cię o pozwolenie na podjęcie decyzji, gdzie będę mieszkać?

Chciałam odpowiedzieć, ale nie dała mi dojść do słowa.

— Mój ojciec umarł samotnie, Laura. Minęły prawie trzy dni, zanim ktokolwiek się zorientował. A moja ciotka spędziła ostatnie lata życia, mieszkając miesiąc u jednego syna, a następny u drugiego. Wędrowała z walizką od domu do domu, bo żadne z nich nie chciało się nią na stałe zająć.

Usiadła.

— Przysięgłam sobie, że nigdy nie skończę w ten sposób.

Podniosła wzrok i spojrzała mi prosto w oczy.

— Przez całe miesiące pytałaś mnie, ile zostało po sprzedaży domu, ile mogłabym wam dać i co zamierzam zrobić z pieniędzmi. Ale ani razu nie zapytałaś: „Tereso, co zrobisz, kiedy nie będziesz już mogła mieszkać sama?”.

Poczułam ścisk w żołądku.

A najgorsze miało dopiero nadejść.

— Był pewien powód — powiedziała — dla którego postanowiłam wcześniej niczego ci nie wyjaśniać.

Właśnie wtedy w drzwiach pojawił się Daniel.

— Mamo…

— Nie, synku. Najwyższy czas, żeby Laura poznała całą prawdę.

CZĘŚĆ 3

Teresa zebrała dokumenty i spokojnie ułożyła je w równy stos. Jej opanowanie doprowadzało mnie do szału.

Daniel odstawił trzymany karton i zamknął drzwi.

— Co znaczy „całą prawdę”? — zapytałam.

Teściowa nie odpowiedziała od razu.

Podeszła do okna nowego mieszkania. Widać było stamtąd niewielki park, aptekę i szeroką ulicę, którą co kilka minut przejeżdżały autobusy.

— Zanim sprzedałam dom ojca — zaczęła — pojechałam do Morelii cztery razy, a nie trzy, jak wam się wydaje.

Daniel zmarszczył brwi.

— Mówiłaś mi, że były trzy wyjazdy.

— Za czwartym razem pojechałam sama, bo musiałam sprawdzić rachunki twojego dziadka.

Teresa wróciła do stołu.

Don Ernesto przez ostatnie lata życia był praktycznie odcięty od świata. Miał emeryturę, trochę oszczędności i dom, który budował przez dziesięciolecia, ale miał też długi za remonty, zaległe podatki oraz niewielką pożyczkę, której nigdy nie zdążył spłacić.

Kiedy Teresa odziedziczyła majątek, odkryła, że kwota, o której wszyscy tak chętnie rozmawiali, znacznie różni się od tego, co faktycznie zostało do dyspozycji.

— Dom sprzedałam za milion pięćdziesiąt tysięcy peso — wyjaśniła. — Potem spłaciłam jego długi, opłaciłam pogrzeb, notariusza, podatki i kilka zaległych rachunków. Zostało znacznie mniej, niż wszyscy sobie wyobrażali.

Wiedziałam, że mówi prawdę. Wszystkie rachunki leżały przede mną.

— Mimo wszystko została całkiem spora suma — odparłam.

Teresa skinęła głową.

— Tak. I postanowiłam ją wykorzystać.

Wskazała na mieszkanie.

Właściwie wydała na nie niemal wszystkie pozostałe pieniądze. Nie była to żadna ekstrawagancka inwestycja. Po prostu kupiła dostępne cenowo mieszkanie, w którym mogła spokojnie się starzeć, nie martwiąc się o schody.

— W moim poprzednim domu są trzy piętra i nie ma windy — powiedziała. — Wyobrażasz sobie, jak miałabym pokonywać te schody w wieku osiemdziesięciu lat, z chorą nogą?

Nie odpowiedziałam.

— Ja sobie wyobraziłam. Wyobraziłam sobie również, że upadam i przez dwa dni nikt nie przychodzi mi z pomocą. Tak jak mojemu ojcu.

Daniel usiadł naprzeciwko niej.

— Mamo, przecież nigdy nie zostawilibyśmy cię samej.

Teresa spojrzała na niego ze smutkiem.

— Dzisiaj tak mówisz.

— I mówię to całkowicie szczerze.

— Dzieci mojej ciotki też przysięgały, że nigdy jej nie opuszczą.

Cisza stała się nieznośnie ciężka.

Spróbowałam się bronić.

— Ale mieszkamy blisko ciebie.

— Na razie.

Teresa nawet nie podniosła głosu.

— Dzieci dorosną. Wy będziecie coraz więcej pracować. Może przeprowadzicie się do innego miasta. Może się rozwiedziecie. Może będziecie mieli własne problemy. Życie się zmienia. Nie mogę budować swojej starości na obietnicy, że ktoś zawsze znajdzie dla mnie czas.

Te słowa mnie zirytowały, bo gdzieś w głębi wiedziałam, że ma rację.

Skrzyżowałam ramiona.

— Czyli wszystko przez strach.

— Po części.

— A dlaczego pozwoliłaś mi wierzyć w te wszystkie plotki?

Wtedy jej wyraz twarzy się zmienił.

— Bo chciałam zobaczyć, jak daleko się posuniesz.

Poczułam ukłucie gniewu.

— Czyli mnie testowałaś?

— Na początku nie.

Teresa wyjaśniła, że kiedy wróciła z pogrzebu, sama jeszcze nie wiedziała, co zrobić ze spadkiem. Myślała o odłożeniu pieniędzy, kupieniu czegoś niewielkiego, a nawet o pomocy Danielowi.

Ale bardzo szybko zaczęła zauważać pewną rzecz.

Moje pytania.