— Wszystkie, które możemy wykorzystać na tym etapie. Raport audytowy, korespondencja, historia przelewów i oświadczenie byłego księgowego firmy Cole’a. Jest gotowy zeznawać.
Usiadłam wygodniej.
— Czy mamy wystarczające podstawy do rozwiązania kontraktów?
— Tak, ale zalecam przeprowadzenie tego zgodnie z procedurą. Nie chcemy, żeby później mogli twierdzić, że działaliśmy pod wpływem osobistego konfliktu.
— Oczywiście.
Elise spojrzała na ekran.
— To twoja rodzina.
— Nie. To rodzina mojego męża.
— Rozumiesz, że po dzisiejszym dniu nic już nie będzie takie samo?
Przez chwilę myślałam o tym, jak Daniel całował mnie w czoło przed snem. Jak obiecywał, że zawsze będzie po mojej stronie. Jak patrzył na mnie, gdy jego matka obrażała mnie przy innych.
— Tak — odpowiedziałam. — I właśnie dlatego muszę to zrobić.
Elise położyła teczkę na biurku.
— W takim razie jutro o dwunastej odbędzie się spotkanie z zarządem, partnerami i przedstawicielami fundacji. Vivian sama zaprosiła połowę miasta na lunch dobroczynny. Chce ogłosić nową kampanię.
Spojrzałam na nią z zaskoczeniem.
— Jaką kampanię?
Elise uniosła brew.
— „Pomoc kobietom w trudnej sytuacji finansowej”. Podobno ma zostać jej twarzą.
Przez chwilę milczałam.
Potem zamknęłam folder.
— W takim razie nie będziemy jej przeszkadzać w przygotowaniach.
Następnego ranka Vivian zjawiła się w restauracji kurortu punktualnie o dziewiątej.
Miała na sobie kremowy kostium, perłowy naszyjnik i minę kobiety przekonanej, że wszyscy wokół powinni być jej wdzięczni za samą obecność.
Usiadła przy stoliku z widokiem na ocean.
— Kawa jest zimna — oznajmiła kelnerowi.
— Już przynoszę świeżą, pani Mercer.
— I proszę pamiętać, że nie piję mleka z tych tanich zamienników. Wolałabym, żeby personel znał podstawowe zasady obsługi gości.
Kelner skłonił głowę.
Claire nagrywała krótkie filmiki, pokazując śniadanie, basen i ocean.
— W końcu odpoczynek na odpowiednim poziomie — powiedziała. — Bez zbędnych dramatów.
Daniel siedział obok niej, przewijając wiadomości na telefonie.
Wtedy weszłam do restauracji.
Miałam na sobie prosty biały garnitur, włosy upięte z tyłu i niewielkie złote kolczyki. Nie potrzebowałam drogich dodatków. Nie musiałam nikomu niczego udowadniać.
Pierwszy zauważył mnie kelner.
— Dzień dobry, pani Arden.
Potem drugi pracownik.
— Dzień dobry, pani prezes.
Rozmowy zaczęły cichnąć. Kierownik restauracji podszedł do mnie, żeby przekazać raport dotyczący śniadania dla inwestorów.
Vivian zamarła z filiżanką w połowie drogi do ust.
Daniel podniósł głowę.
Claire opuściła telefon.
Powoli ruszyłam w ich stronę.
— Dzień dobry. Jak podoba się państwu pobyt?
Vivian odzyskała głos jako pierwsza.
— Co ty tutaj robisz?
— Pracuję.
Claire parsknęła śmiechem, choć w jej oczach pojawił się niepokój.
— W jakim charakterze? Jako pomoc kuchenna?
W restauracji zapadła cisza.
Pan Han stanął obok mnie.
— Pani Maya Arden jest większościową właścicielką Lotus Bay Resort i przewodniczącą Arden Hospitality Group — powiedział spokojnie. — To ona odpowiada za zarządzanie tym obiektem.
Twarz Claire straciła kolor.
Vivian powoli odstawiła filiżankę.
Daniel wstał tak gwałtownie, że jego krzesło zaskrzypiało na marmurowej podłodze.
— Maya, porozmawiajmy na osobności.
— Nie.
— Proszę cię.
— Wczoraj prosiłam cię, żebyś powiedział swojej matce, że nie ma prawa wyrzucać mnie z samochodu. Nie zrobiłeś tego. Dzisiaj nie mam już nic do powiedzenia na osobności.
Daniel spojrzał na pracowników, potem na gości siedzących przy sąsiednich stolikach.
— Nie musisz robić sceny.
Uśmiechnęłam się lekko.
— To ciekawe, że zawsze mówisz mi to wtedy, kiedy ktoś krzywdzi mnie, a nie wtedy, kiedy ktoś krzywdzi innych.
Vivian wstała.
— Nie zapominaj, z kim rozmawiasz! Jesteś żoną mojego syna. Nie pozwolę, żebyś wykorzystywała swoje pieniądze do poniżania naszej rodziny.
— Wczoraj nie przeszkadzało ci poniżanie mnie.
— To było nieporozumienie!
— Naprawdę? A kiedy powiedziałaś mi, żebym wracała pieszo do domu biednych ludzi? Kiedy twój syn siedział obok ciebie i nawet nie podniósł wzroku?
Vivian zacisnęła usta.
— Byłaś nieposłuszna.
— Nieposłuszna? — powtórzyłam. — Nie jestem twoim dzieckiem, Vivian. I nie jestem twoją pracownicą.
Daniel podszedł bliżej.
— Maya, proszę. Kocham cię. Porozmawiajmy w domu.
Spojrzałam na niego przez dłuższą chwilę.
— Czy kochałeś mnie także wtedy, kiedy kopiowałeś moje dokumenty?
Jego twarz zamarła.
Claire spojrzała na brata.
— Jakie dokumenty?
Daniel nie odpowiedział.
Wyjęłam z torebki kopię raportu audytowego i położyłam ją na stole.
— Myślę, że powinniście przeczytać to wszyscy razem.
Vivian nawet nie spojrzała na dokument.
— Nie będę uczestniczyć w tej farsie.
— Oczywiście, że nie musisz. Ale radzę ci nie opuszczać dzisiejszego spotkania.
— Nie będziesz mi rozkazywać!
— Nie rozkazuję ci. Informuję cię, że za trzy godziny spotkamy się w sali balowej. Zaprosiłaś tam swoich przyjaciół, sponsorów i przedstawicieli fundacji. Będzie to doskonała okazja, żeby wyjaśnić kilka nieścisłości finansowych.
Vivian pobladła.
Daniel spojrzał na raport, jakby nagle zrozumiał, że dokumenty, które przez miesiące kopiował, mogą stać się jego własnym wyrokiem.
— Co zrobiłaś? — wyszeptał.
Pochyliłam się lekko.
— To, czego ty nigdy nie zrobiłeś, Daniel. Sprawdziłam fakty.
Odwróciłam się i wyszłam z restauracji.
Za plecami usłyszałam, jak Vivian zaczyna mówić podniesionym głosem, a Claire próbuje uspokoić brata.