— Czy upokorzyła pani moją babcię?

— Nie wiedziałam, kim ona jest!

Amalia znieruchomiała.

Potem powoli wstała.

— A gdyby była babcią kogoś innego? Gdyby nie miała żadnego związku z moją rodziną? Wtedy wolno byłoby ją tak traktować?

W salonie zapadła całkowita cisza.

Nawet pracownicy hotelu przestali na chwilę poruszać krzesłami i dekoracjami. Kilku gości odwróciło się w naszą stronę.

Klothilda otworzyła usta, ale nie odpowiedziała.

Wtedy do sali wszedł Konstantin, narzeczony Amalii.

— Amalia, co się stało? — zapytał, podchodząc do nas.

Moja wnuczka spojrzała na niego z bólem i niedowierzaniem.

— Twoja matka kazała mojej babci szorować podłogę na kolanach. Na oczach wszystkich gości.

Konstantin powoli zwrócił się w stronę Klothildy.

— Mamo, czy to prawda?

— Nie przesadzajcie! — oburzyła się kobieta. — Personel hotelowy ma wykonywać swoją pracę!

— Mamo, wystarczy — powiedział Konstantin.

Ale Klothilda nie zamierzała się zatrzymać.

— Czy ty w ogóle rozumiesz, z kim się żenisz? Jej babcia myje podłogi w hotelu!

Poczułam, jak Amalia mocniej ściska moją dłoń.

— Nigdy nie ukrywałam, że wychowała mnie babcia — powiedziała. — I jestem z niej dumna.

Nie potrafiłam powstrzymać łez.

To dziecko, które kiedyś zasypiało na moich kolanach, teraz stało przede mną w sukni ślubnej i broniło mnie przed ludźmi, którzy uważali się za lepszych tylko dlatego, że mieli więcej pieniędzy.

Klothilda zwróciła się do syna.

— Konstantin, nie pozwolę ci przynieść wstydu naszej rodzinie!

Przez kilka sekund stał nieruchomo. Potem zdjął marynarkę i ostrożnie narzucił ją na moje ramiona, osłaniając mnie przed chłodem klimatyzowanego pomieszczenia.

— Pani Matyldo, proszę wybaczyć zachowanie mojej matki — powiedział cicho.

Próbowałam odpowiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle.

Wówczas Amalia zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał.

Zdjęła pierścionek zaręczynowy.

— Nie będzie ślubu.

Konstantin pobladł.

— Amalia, zaczekaj!

— Nie zamierzam wiązać się z rodziną, w której ludzi ocenia się po pieniądzach, ubraniu i pozycji społecznej.

Klothilda wyprostowała się, jakby właśnie dostała potwierdzenie swoich najgorszych obaw.

— Wspaniale! Wreszcie pokazałaś, jaka naprawdę jesteś!

Ale jej syn nagle odwrócił się w jej stronę.

— Nie, mamo. To ty dzisiaj pokazałaś, jaka naprawdę jesteś.

Kobieta cofnęła się o krok.

— Jak śmiesz tak do mnie mówić?

— Jak śmiem? — powtórzył Konstantin. — Właśnie potraktowałaś starszą kobietę z pogardą, ponieważ nie miała na sobie drogiej sukni. Nawet nie próbowałaś dowiedzieć się, kim jest. Nie przyszło ci do głowy, że to człowiek, który zasługuje na szacunek.

— Ona jest pracownicą hotelu!

— I co z tego? — zapytał. — Czy to oznacza, że możesz ją poniżać?

Klothilda nie odpowiedziała.

Konstantin ujął Amalię za rękę.

— Kocham cię. Chcę się z tobą ożenić nie ze względu na pieniądze, nazwisko ani aprobatę mojej matki. Chcę być z tobą, ponieważ jesteś osobą, którą wybrałem. I nie zamierzam pozwolić, żeby ktokolwiek zmusił cię do wstydu za ludzi, których kochasz.

Klothilda podniosła głos.

— W takim razie wybieraj! Albo ta dziewczyna, albo twoja rodzina!

Konstantin spojrzał na matkę długo i spokojnie.

— Wybieram kobietę, którą kocham. A ty sama zdecydujesz, czy nadal chcesz być częścią naszego życia.

Nikt się nie odezwał.

Konstantin odwrócił się do mnie.

— Pani Matyldo, czy mogę panią o coś poprosić?

— Oczywiście, synu — wyszeptałam.

— To pani wychowała Amalię. Była pani przy niej, kiedy przechodziła przez najtrudniejsze chwile. To pani powinna poprowadzić ją do ołtarza.

Tym razem nie udało mi się powstrzymać płaczu.

Amalia rzuciła mi się na szyję.

— Babciu, chciałam zrobić ci niespodziankę! Mieliśmy wysłać po ciebie samochód i przygotować dla ciebie piękną sukienkę. Nie miałam pojęcia, że dziś pracujesz w hotelu!

Objęłam ją drżącymi ramionami.

— Myślałam, że ktoś po mnie przyjedzie, kochanie.

— Organizator miał skontaktować się z tobą w sprawie odbioru i przygotowań — wyjaśniła. — Pomylił adresy i nigdy nie przekazał ci informacji. Myślałam, że już jesteś w drodze.

Pogłaskałam ją po włosach.

Nie miałam do niej żalu. Widziałam, jak bardzo była przejęta tym, co zaszło. Nie chciałam, żeby obwiniała siebie za zachowanie innej osoby.

— To nie twoja wina — powiedziałam. — Najważniejsze, że jesteś tutaj.

Ślub, którego nikt nie zapomni

Godzinę później ceremonię przeniesiono do niewielkiego ogrodu za hotelem.

Nie było już wielkiej sali ani długiego przejścia między udekorowanymi stołami. W ogrodzie rosły białe róże, a wśród drzew zawieszono delikatne lampki. Kilku pracowników pomogło szybko przygotować skromne miejsce dla nowożeńców.

Chciałam pójść do szatni i przebrać się w elegancką sukienkę, ale Amalia zatrzymała mnie przy drzwiach.

— Babciu, zostań w tym, co masz na sobie.

Spojrzałam na swój roboczy strój. Na rękawach widniały ślady po środkach czyszczących, a dłonie wciąż miałam zaczerwienione.

— Kochanie, nie chcę zepsuć ci zdjęć.

Amalia ujęła moją twarz w dłonie.

— Niczego mi nie zepsujesz. Chcę, żeby wszyscy zobaczyli, jaka jesteś naprawdę. Nie musisz zakładać innego ubrania, żeby zasługiwać na miejsce obok mnie.

Konstantin przyniósł piękny, miękki szal i starannie ułożył go na moich ramionach.