— Więc nie próbuj używać tego jako wymówki.

Diego skinął głową.

— Nie próbuję. To tylko wyjaśnia, czego się bałem.

Kilka miesięcy przed ślubem z Mónicą Diego odkrył, że kobieta zdobyła wewnętrzne dokumenty grupy i próbowała nakłonić go, by przepisał część nieruchomości na jej nazwisko jeszcze przed ślubem. Kiedy odmówił, zagroziła, że publicznie oskarży go o rzeczy, których nigdy nie zrobił.

Ich związek się rozpadł.

Potem pojawiły się kolejne kobiety.

Niektóre znały jego nazwisko, zanim zdążyły poznać jego samego.

Inne sprawdzały wartość jego firm, zanim zgodziły się na wspólną kolację.

— W pewnym momencie przestałem wiedzieć, czy ktokolwiek potrafi spojrzeć na mnie bez zastanawiania się, co może dzięki mnie zyskać — wyznał. — Dlatego zacząłem ubierać się zwyczajnie, jeździć furgonetką z warsztatu i spędzać czas w miejscach, w których nikt mnie nie rozpoznawał.

Camila przypomniała sobie małą kawiarnię.

— Czyli szukałeś biednej kobiety, żeby ją przetestować?

— Nie.

Diego odpowiedział natychmiast.

— To byłoby jeszcze gorsze. Nikogo nie szukałem. Tamtego popołudnia sprawdzałem rachunki warsztatu, kiedy się poznaliśmy. Siedziałaś przy sąsiednim stoliku i liczyłaś monety, żeby zapłacić za herbatę.

Camila podniosła głowę.

— Było ci mnie żal?

— Nie. Zrobiło na mnie wrażenie, że kiedy pewna starsza pani upuściła torbę, od razu wstałaś, żeby jej pomóc, choć sama byłaś wyczerpana. Później usłyszałem, jak rozmawiasz przez telefon z mamą. Nie wiedziałem, kim jesteś. Po prostu chciałem znów cię zobaczyć.

Wszystko zaczęło układać się w logiczną całość.

Diego wrócił do kawiarni następnego dnia.

I kolejnego.

Później zaczęli spacerować po parku Agua Azul, jeść tortas ahogadas na tanich stoiskach i godzinami rozmawiać w starej furgonetce.

Nigdy nie było eleganckich kolacji.

Nigdy drogich prezentów.

Camila sądziła, że budują coś razem, na równych zasadach, w tej samej rzeczywistości.

Teraz rozumiała, że tylko ona pokazywała mu całe swoje życie.

— Opowiedziałam ci wszystko — powiedziała. — Powiedziałam, ile jestem winna szpitalowi. Opowiedziałam, że rzuciłam architekturę po śmierci taty, bo musiałam iść do pracy. Powiedziałam ci, ile zarabiam. Nawet przyznałam, że czasami na tydzień przed wypłatą zostaje mi zaledwie dwieście pesos.

Diego spuścił głowę.

— Tak.

— A ty przez cały ten czas decydowałeś, którą część swojego życia uznasz za stosowną, żeby mi pokazać.

Te słowa zabolały go bardziej, niż chciał przyznać.

Było to widać na jego twarzy.

— Powinienem był powiedzieć ci prawdę dużo wcześniej — ciągnął Diego. — Na początku wydawało mi się, że to nie ma znaczenia, bo dopiero się poznawaliśmy. Potem minęły tygodnie. Później miesiące. Z każdym dniem coraz trudniej było mi przyznać, że ukrywam przed tobą coś tak ogromnego.

— Ale zamierzałeś mi powiedzieć, prawda?

— Tak.

— Kiedy? Po ślubie?

— W przyszłym tygodniu.

Camila zaśmiała się gorzko.

— Jakże wygodnie.

Diego wsunął rękę do kieszeni, ale zaraz ją wyciągnął.

— Planowałem ci się oświadczyć.

Camila spojrzała na niego.

— Nie rób tego.

— Nie próbuję wywierać na ciebie presji.

— Więc nie wspominaj o małżeństwie, skoro nawet nie wiem, kim naprawdę jesteś.

Diego zamilkł.

Właśnie wtedy ponownie otworzyły się drzwi sali.

Álvaro Cárdenas wyszedł z niej pośpiesznie.

— Diego, proszę. Musimy porozmawiać, zanim ta sprawa jeszcze bardziej się rozrośnie.

Diego odwrócił się w jego stronę.

— Rozrosła się w chwili, gdy pozwoliłeś Renacie upokorzyć pracownicę na oczach dwustu osób.

— Straciła panowanie nad sobą.

— A ty się śmiałeś.

Álvaro zacisnął szczęki.

— Nie możesz mieszać prywatnych spraw z naszymi umowami.

— Wcale tego nie robię. Obecna umowa będzie obowiązywać do końca okresu, na jaki została zawarta. Po prostu nie zostanie przedłużona. Od miesięcy mój zespół ma wątpliwości co do sposobu, w jaki wywiązujesz się z niektórych zobowiązań finansowych. To, co zobaczyłem dzisiaj, tylko potwierdziło, że nie jesteś kimś, z kim chciałbym utrzymywać długoterminowe relacje biznesowe.

Álvaro doskonale wiedział, że pod względem prawnym nie może niczego więcej zażądać.

Ale cios był ogromny.

Jego firma budowlana korzystała z dwóch budynków należących do grupy Diega i była zależna od inwestorów, którzy ufali tej współpracy.

— Zniszczysz mnie przez jakąś kelnerkę?

Camila powoli odwróciła głowę.

Diego również.

— Nie — odpowiedział. — Jeśli twoja firma upadnie tylko dlatego, że właściciel nieruchomości postanowił nie przedłużać ci umowy, oznacza to, że miałeś problemy na długo przed tym, zanim poznałeś Camilę. Nie próbuj zrzucać na nią odpowiedzialności za swoje złe decyzje.

Álvaro nie potrafił odpowiedzieć.

Wtedy za jego plecami pojawiła się Renata.

Nie wyglądała już na tak pewną siebie.

— Álvaro, chodźmy.

Spojrzał na nią z wściekłością.

— Mamy iść? Masz pojęcie, w jakie kłopoty nas właśnie wpędziłaś?

— Nie wiedziałam, kim ona jest.

Camilę ogarnęło coś na kształt mdłości.

— A gdybym nigdy nie poznała Diega? — zapytała.

Renata spojrzała na nią.

— Słucham?

— Gdybym nie była dziewczyną bogatego mężczyzny, czy wtedy też mogłabyś bezkarnie rozedrzeć mi sukienkę i mnie upokorzyć?

Renata nie odpowiedziała.

Camila mówiła dalej:

— Właśnie na tym polega problem. Nie żałujesz tego, jak mnie potraktowałaś. Żałujesz tylko, że okazało się, iż jestem związana z kimś potężniejszym od ciebie.