CZĘŚĆ 1

— Jeśli naprawdę chcesz udowodnić, że nigdy nie zapomniałeś swojej pierwszej miłości, weź ją na ręce na oczach żony i zatańcz z nią! Zobaczymy, czy Ana odważy się być zazdrosna!

W restauracji rozległ się gromki śmiech. Niektórzy zaczęli walić w stoły, inni gwizdali, a kilka osób wyciągnęło telefony, żeby nagrać całe przedstawienie.

Siedziałam nieruchomo, trzymając w dłoniach szklankę wody gazowanej i patrząc na Diega, mojego męża od ośmiu lat.

Naprzeciwko niego stała Camila — jego pierwsza miłość jeszcze z czasów studiów.

Miała na sobie obcisłą białą sukienkę, a na twarzy uśmiech pełen udawanej nieśmiałości. Wyglądało to tak, jakby ćwiczyła go wcześniej przed lustrem.

— Oj, dajcie spokój, chłopaki. Nie róbcie tego — powiedziała, spuszczając wzrok. — Nie chcę, żeby Ana się zdenerwowała.

— Daj spokój! — krzyknął jeden z dawnych kolegów. — Przecież znają się od lat! Poza tym Diego ożenił się z Aną, a nie z tobą!

Wszyscy znów wybuchnęli śmiechem.

Tego wieczoru w Guadalajarze odbywało się spotkanie absolwentów ich rocznika. Diego bardzo nalegał, żebym poszła z nim.

— Chcę, żebyś poznała ludzi, których znałem, zanim się pobraliśmy — powiedział, poprawiając włosy przed lustrem. — Ciągle powtarzasz, że nie znasz tej części mojego życia.

Cieszyłam się na ten wieczór.

Teraz rozumiałam, że ta część jego życia miała imię, które wszyscy wymawiali z podejrzaną swobodą.

Camila.

— Diego — zapytałam spokojnie. — Naprawdę chcesz to zrobić?

Mąż spojrzał na mnie zaskoczony.

— Kochanie, to tylko zabawa. Nie traktuj tego tak poważnie.

— Nie pytałam, czym to jest. Zapytałam, czy naprawdę chcesz to zrobić.

Na sekundę zniknął z jego twarzy uśmiech.

Camila natychmiast się wtrąciła:

— Może jednak nie, Diego. Nie chcę robić problemów w twoim małżeństwie.

Ale jej oczy wciąż były utkwione w nim. Czekała na jego reakcję.

A Diego postanowił dać jej dokładnie to, czego pragnęła.

— To tylko pięć minut, Ana. Nie będę robił dramatu z takiej głupoty.

Pochylił się, objął Camilę i podniósł ją na ręce na oczach wszystkich.

Dziewczyna pisnęła teatralnie z zaskoczenia i zarzuciła mu ręce na szyję.

Sala eksplodowała oklaskami.

— Tak jest, Diego! Tak się traktuje pierwszą miłość!

Mój mąż przeszedł obok naszego stolika, niosąc ją na rękach, jakby właśnie odgrywali romantyczną scenę z filmu.

— Nie wymyślaj sobie niczego — rzucił, mijając mnie.

Po chwili zaczęła się wolna piosenka.

Patrzyłam, jak tańczą objęci, a przed oczami przesuwało mi się osiem lat naszego małżeństwa.

Kiedy poznałam Diega, dopiero rozkręcał swoją firmę reklamową. Ja pracowałam jako copywriterka i przeznaczałam część pensji na opłacanie czynszu oraz wspieranie jego pierwszych projektów.

Potem na świecie pojawiła się nasza córka Sofía. Przyszły kredyty, nieprzespane noce i niezliczone wyrzeczenia.

Byłam przy nim na każdym etapie.

A jednak tamtej nocy, na oczach czterdziestu dawnych znajomych, postanowił zrobić ze mnie pośmiewisko.

Kiedy piosenka się skończyła, wrócił do stolika z szerokim uśmiechem.

— Co jest? Zazdrosna? Przecież to była tylko zabawa!

Spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam.

— Nie, Diego. Nie jestem zazdrosna.

Wyraźnie odetchnął z ulgą.

— Wiedziałem, że jesteś rozsądną kobietą.

Pod stołem wyjęłam telefon i napisałam do prawniczki, z którą konsultowałam się kilka tygodni wcześniej:

„Pani Lucío, chcę rozpocząć procedurę rozwodową. Proszę przygotować dokumenty”.

Nacisnęłam „Wyślij”.

Diego dalej wznosił toasty z kolegami.

Nie miał pojęcia, że tamtej nocy nie przegrał jedynie sprzeczki z żoną.

Wkrótce miał się przekonać, jak wiele w jego życiu zależało od kobiety, którą właśnie upokorzył.

A najgorsza prawda dopiero miała wyjść na jaw. Od dawna ukrywał przede mną sekret, o którym nie miałam pojęcia.

CZĘŚĆ 2

Kiedy około jedenastej wieczorem wyszliśmy z restauracji, zrozumiałam, że upokorzenie wcale się nie skończyło.

Przy wejściu czekała Camila. Na ramionach miała marynarkę Diega.

Tę samą, którą podarowałam mu na urodziny po trzech miesiącach oszczędzania.

— Kochanie, odwieziemy Camilę do domu — oznajmił. — To prawie po drodze.

— Prawie? — zapytałam.

— No dobrze, będziemy jechać jakieś piętnaście minut dłużej. Nie zostawię kobiety, żeby sama wracała o tej porze.

Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu.

— Jakże troskliwy potrafisz być wobec niektórych kobiet.

Zmarszczył brwi.

— Ana, tylko nie zaczynaj znowu.

W drodze do domu oboje wspominali czasy studenckie, wykładowców i popołudnia, które spędzali razem.

Siedziałam na przednim fotelu i słuchałam ich rozmowy jak zupełnie obca osoba.

Kiedy w końcu dotarliśmy do domu, Sofía już spała. Moja mama została z nią, żebyśmy mogli spokojnie wrócić.

Diego zamknął drzwi i od razu stanął przede mną.

— Zamierzasz dalej karać mnie swoim milczeniem?

— Chociaż przez chwilę pomyślałeś, jak mogę się czuć, kiedy widzę, jak bierzesz inną kobietę na ręce?

— Nikt cię nie obraził!

Te słowa zabolały bardziej niż sam taniec.

Zrozumiałam bowiem, że on wcale nie żałuje. Naprawdę uważał, że powinnam zaakceptować każde upokorzenie, byle tylko nie psuć mu zabawy.

Następnego ranka przygotowałam Sofíi śniadanie, spakowałam jej plecak i odprowadziłam ją do szkoły.

Diego pojawił się w kuchni.

— A moje śniadanie?

— Możesz sobie przygotować.